RSS
wtorek, 20 września 2011
Listwy - powoli, ale dobijamy do brzegu

Wreszcie udało się rozpatrzyć temat listew przypodłogowych. Bo nie będą to zwykłe listwy z pcv, jakie stosuje się do paneli, ale - z racji nobilitującego sąsiedztwa 80-letnie parkietu - wysokie, kamienicznie, frezowane cokoły.

Okazuje się, że sprawa listew, a konkretnie - ich mocownia, jest bardzo skomplikowana. Wyróżniamy bowiem 4 rodzaje listew przypodłogowych:

1. drewniane

2. z mdfu

3. z pcv

4. pozostałe ;)

Drewniane, o ile posiadają listwę maskującą, montuje się na wkręty do ściany. Z mdfu i pcv - na zatrzaski, które "puszczają", przy każdym uderzeniu np. odkurzaczem w listwę. Można też je przykleić - do ściany lub parkietu. W naszym przypadku przyklejenie bądź przybicie czegokolwiek do parkietu nie wchodzi w grę - parkiet jest stary, "chodzi" i nie można nic tam przybijać. Przyklejenie - cóź, zawsze byłam słaba z plastyki i techniki, ale już z tamtych czasów pamiętam, że przyklejanie czegokolwiek jest mało skuteczne. A już na pewno mam traumę z klejeniem makiet i zawsze nieskutecznych klejów do tektury.

Tak serio, to i majster odradzał klejenie. Chociaż, z nimi to różnie bywa - może nie chce mu się kleić i woli po troglodycku przybić je do ściany i wmawia mi, że tak jest skuteczniej.

Mnie drewniane o tyle nie przekonują, że mogą się rozsychać, poza tym, pomalowanie ich idealnie, na biały nietransparentny kolor, będzie niełatwym zadaniem.

źródło: sklep z produktami drewnianymi

Dziś oglądaliśmy cokoły z poli-cośtam-styropianu, które produkuje firma robiąca sztukaterie i rozety do nowobogackich willi a'la stary styl. Pożyczyli nam nawet 3 próbki, żeby dołożyć do ściany i wybrać ulubiony wzór. Wybraliśmy, ale nie kupimy ich u nich. Plastik, sorry, styropian, dwa razy droższy od drewna? Świat się kończy, panie!

W końcu stanęło na drewnie. Kierat malowania przed nami! Ale damy radę. Żywa listwa wygląda tak:

wysoka listwa przypodłogowa, cokół

www.drew-lux.pl

To jest listwa z listwą maskującą najprostszy sposób montażu. Także kupujemy, malujemy, wiercimy i póki co, starczy!

Aha, no i dzisiejszy wieczór spędziłam ze szlifierką w dłoni - drzwi wygładzone, wyglądają zacnie!

czwartek, 15 września 2011
Bo w realu...

Pisałam ostatnio o pięknej misce w ptaszki, której chciałam zostać szczęśliwą posiadaczką. Jedyne, co powstrzymało mnie od zakupu, to cena - 135 zł za miskę z tworzywa. Czekałam na lepszy moment, bo zainteresowanie miską wyraziła także moja mama.

Ale... w zeszłym tygodniu, podczas pobytu w Warszawie zawędrowałam (dosłownie!) do stacjonarnego sklepu Glam Store na Mokotowie. Internetową wersję bardzo lubię i często zaglądam, żeby podziwiać. Nic tam dotychczas nie kupiłam, choćby z tego względu, że - jak być może pisałam tu na blogu - jest to jeden z droższych sklepów z rzeczami do domu. Porównałam ceny tego samego stojaka na gazety i okazało się, że różnice są spore. Ale sklep jest i tak super, nie mogłam więc nie skorzystać z okazji sprawdzenia asortymentu Glam Store w "realu".

Sklep mieści się na parterze dość ekskluzywnego apartamentowca i... to by było na tyle. Ponieważ wystrój jest przeciętny, towary wyeksponowane jak na targu staroci - boisz się, że za chwilę coś strącisz, albo chcąc po coś sięgnąć - zniszczysz misternie ustawioną piramidkę z produktów. Królestwo bibelotów - najkrócej mówiąc.

Mogłam też dokładnie obejrzeć miskę moich marzeń - stała samotna, zakurzona (!!!), bardzo mała, z plastiku, a ptaszki były brzydko wykonane - chiński pracownik nawet nie zadał sobie trudu by wyszliforwać odpryski, które powstały po wyjęciu łyżek z formy. Niestety - obraz nędzy i rozpaczy :((( A szkoda, bo zapowiadało się naprawdę nieźle.

Myślę sobie, że dobrze się stało. Zaoszczędziłam wielkie rozczarowanie i 135 zł, za które mogę mieć piękną misę na sałatę.

środa, 14 września 2011
Renowacja drzwi

Wbrew pozorom remont trwa. Wolno, bo wolno, ale wciąż coś się dzieje :) Dzisiaj przyjechałam na plac boju i spotkałam zupełnie nowego pana - lekko się zdziwiłam, dobrze, że nie spytał kim jestem :)

Pan został najęty przez naszego majstra do szlifowania drzwi i muszę powiedzieć, że idzie mu bardzo sprawnie - futryna między pokojami jest gotowa - zeszlifowana, zaszpachlowana i pomalowana podkładem. Podobnie jedna z szerokich futryn między przedpokojem a kuchnio-salonem.

Tak, wiem, mieliśmy robić to sami. Ale przyszedł wrzesień, czyli najbardziej pracowity miesiąc w roku - zarówno dla mnie, jak i dla Fasolki, i oboje pracujemy po kilkanaście godzin dziennie. Oby do października!

Zrobiłam nawet rozeznanie w kwestii profesjonalnej renowacji drzwi. Kwota, jaką usłyszałam od młodego przedsiębiorcy parającego się tym zajęciem zbiła mnie z nóg - równie dobrze mogłabym sobie zafundować drzwi Klimek & Kluś (np. takie) lub zamówić nowe, drewniane, stylizowane na stare.

W związku z tym postanowiliśmy pójść na kompromis - futryny przygotowują do malowania nasi panowie, a drzwi - wywiezione do garażu rodziców, przygotowujemy sami w tak zwanej wolnej chwili, czyli po kolacji.

Mam nadzieję, że po skończeniu tych futryn i finalnym zeszlifowaniu niedoróbek gładzi, będzie można w końcu polakierować ostatni raz podłogę i zamówić kuchnię.

 

czwartek, 01 września 2011
Ciepłe miejsce

Gdy muszę odstresować się po przejściach remontowych (czy mówiłam, że majster nie odbierał od nas przez trzy dni telefonu?!), zaczynam wypiekać. To naprawdę działa! Staram się nie szaleć z ciastami, bo to niezdrowe i pomaga tylko na psychike. Przerzuciłam się za to na wypieki drożdżowe, do których od zawsze miałam uraz. A to ciasto nie wyrosło podczas pieczenia, a to nie podwoiło objętości... zawsze coś! Ale pierwszym przełamaniem złej passy był wypiek jagodzianek, które wyszły fenomenalnie! Dlatego, zachęcona tym sukcesem postanowiłam popróbować z ciastem na pizzę (dziecinnie proste!), a także z bułeczkami.

I zdradze jeszcze mój pomysł na legendarne "ciepłe miejsce", gdzie trzeba odstawić zaczyn/ciasto do wyrośnięcia. Podstawiam miskę z ciastem pod świecący halogen, na najwyższą półkę. Oczywiście przestrzegam zasad Ppoż, bez obaw ;)

A to już moje bułki orkiszowe :)

bułki orkiszowe

Oczywiście z przepisu White Plate, a konkretnie jej Pracowni Wypieków.

wtorek, 30 sierpnia 2011
I po wakacjach - czas wrócić do gipsowej rzeczywistości

Ech... Trzeba było wrócić do miasta, a było to wyjątkowo trudne, zważywszy na widoki, którymi raczyłam się w tegoroczne wakacje:

jaskinia niedźwiedzia

Ale już jestem. Dziś byłam w mieszkaniu... no cóż. Część jest poprawiona, ale nie wszystko, nadal są miejsca, gdzie gładzie wymagają jeszcze wyrównania.

Byłabym przeszczęśliwa, gdybyśmy skończyli brudne prace i mogli się wprowadzić.

Dziś znalazłam kolejną ciekawą, chociaż niepraktyczną lampę. Zrobioną z bębna pralki:

lampa

Można ją kupić w sklepie lifestory.pl. Kosztuje 319 zł.

I jeszcze zbliżenie:

lampa z pralki

środa, 17 sierpnia 2011
Kryzys - czas na wakacje

Był plan wprowadzenia się do końca sierpnia, ale - jak przystało na remonty - będzie opóźnienie. Po malowaniu, które zajęło nam stanowczo za dużo czasu wyszły dość duże niedoróbki gładzi. Majster zobowiązał się przyjść dziś lub jutro i to poprawić, ale podchodzę do jego planów dość sceptycznie.

Jestem wykończona - nie mam siły nic tam robić, nie chce mi się gotować, jak myślę o szukaniu dodatków to mi słabo.

Na szczęście od poniedziałku jedziemy z Fasolką na tygodniowe wakacje i planuję naładować akumulatory :)

środa, 03 sierpnia 2011
Gdy parkiet schnie

Wczoraj asystent naszego majstra wyszlifował ściany w łazience, a popołudniu położył drugą warstwę lakieru w przedpokoju. Korzystając więc z zakazu wchodzenia do mieszkania, lekko odpoczywam od remontu.

Buszowałam ostatnio trochę po sklepach internetowych w poszukiwaniu prezentu na wesele kuzynki i znalazłam kilka fajnych produktów. Oczywiście nie wszystkie do kupienia, ale takie, które po prostu mi się podobają. Pozostanę dziś przy temacie mis i misek. Oto dwa moje typy ze sklepu fide.pl

Miska- rozbryzgująca kropla:

fide miska misa

kosztuje, bagatela 211 zł. Można kupić ją tu.

I druga, bardziej elegancka, Alessi:

alessi misa miska

Ta kosztuje 301 zł i też można kupić ją w fide.pl

Chociaż przyznam szczerze, że nadal moim numerem 1 pozostaje zestaw Wróbelek :)

A prezent dla kuzynki znalazłam w sklepie stacjonarnym w Warszawie. Dzięki wielkiej uprzejmości mojej najukochańszej Super Izy trafi do moich rąk w piątek, a do rąk pary młodej - w sobotę.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Czas pomyśleć o kuchni

Tak, to już najwyższa pora, by myśleć o kuchni. Przez cały weekend malowaliśmy ściany i opalaliśmy stolarkę. Z pewnością nie poszłoby tak gładko, gdyby nie przyjaciele, którzy tłumnie przybyli pomóc i mam nadzieję, że nie skusiła ich wyłącznie wizja gryczanych naleśników z domowym dżemem :)

Dziś zobaczyłam na środku salonu ściankę - miała być, wszystko OK, ale nie spodziewałam się, że to cholerstwo będzie takie wielkie. Mam nadzieję, że to tylko złudzenie optyczne i szybko się przyzwyczaję. Jak nie, to będziemy przerabiać. Hihihi, już widzę, te tłumy chętnych do kolejnych remontów.

Dziś też rozliczyłam się z panem Andrzejem, którego z czystym sumieniem będę mogła polecać. Naprawdę, moje obawy były bezpodstawne, trafiłam na bardzo porządnego, uczciwego i w miarę taniego fachowca. A to co wyszło, że było niedokładnie, sam z siebie poprawił.

W tym tygodniu mam więc w planie oswajanie ścianki, a także drugie malowanie. Tym razem także z łazienką i przedpokojem.

Szukałam właśnie prezentu dla znajomej i znalazłam miskę, która podoba mi się już od dawna. Jak to się stało, że jej nie pokazywałam? Miska do sałaty jest mi niezbędna ;) Poprzednią wykończyliśmy.

cellofan miska do sałaty ptaszki

Zestaw sałatkowy Wróbelek, 135 zł, cellofan.pl
poniedziałek, 25 lipca 2011
Dodatkowa przestrzeń w kuchni

Ponieważ nie udało się wykuć w ścianie szafy w kuchni, cały czas zastanawiam się jak uzyskać dodatkową przestrzeń na przechowywanie. Dotychczas moim pomysłem były proste półki na wspornikach, np. na książki kucharskie (z tymi ogranicznikami) czy estetyczne pojemniki na podręczne utensylia.

Ale dzsiaj, w najnowszym numerze "Czterech Kątów" zobaczyłam super rozwiązanie, które znakomicie sprawdziłoby się również na mojej ścianie, na wysokości półwyspu. Nadstawka od staroświeckiego regału powieszona w nowoczesnej kuchni. Póki co nie mam nawet nowoczesnej kuchni, o nadstawce nie wspominając, ale wrzucam jako inspirację.

nadstawka Cztery Kąty

Cztery Kąty, sierpień 2011, nr 8, s. 47

 

Na placu boju schnie lakier na parkiecie. Odkryłam przerażające smugi, rodzice właśnie jadą na oględziny, nie wiem co to będzie :(

piątek, 22 lipca 2011
Lampa do sypialni

Czuję się naprawdę wykończona remontem. O tym, że powinien się już skończyć może świadczyć sytuacja sprzed kilku dni. Otóż pan pomagający w transporcie ciężarów w Castoramie przywitał mnie ohoczym: "O czeeeeść!". I nie był to mój dawno niewidziany kolega z podstawówki ;)

Żeby nie wariować od nadmiaru gipsu i smrodu lakieru do parkietu myślę o elementach wyposażenia, które będą musiały się pojawić - prędzej czy później, w naszym mieszkaniu.

Ostatnio rzuciła mi się w oczy lampa, która moim zdaniem pasowałaby do sypialni, gdzie będzie jeden punkt świetlny na środku pokoju. Sypialnia ma 25 mkw., chciałabym by była dobrze oświetlona, bo oprócz sypialnianej, będzie miała także inne funkcje. Uzupełnieniem oświetlenia będą też dwie lampki nocne oraz lampa na biurku do pracy.

Wydaje mi się, że ta lampa ma styl i cechy, które chciałabym podkreślić w naszym mieszkaniu - lekką nonszalancję, żart z formy i de facto - prostotę. 

leroy merlin żyrandol Spark

Żyrandol Spark, Leroy Merlin, cena: 599 zł.

Jego "kandelambrowy" kształt sugeruje styl staroświecki, klasyczny. Ale to, co absolutnie mnie ujęło w tym żyrandolu to transparentne  abażury. 

Żyrandol "działa" na tej samej zasadzie co krzesła Louis Ghost, może dlatego tak mi się podoba.  Przezroczyste abażurki nadały całości lekkości i nowoczesnego charakteru.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16

Kontakt:
danuu@gazeta.pl