RSS
poniedziałek, 02 lipca 2012
Warsztaty czekoladowe c.d.

Sprawdziłam już czy zeszłotygodniowa nauka nie poszła w las i upiekłam tartę z musem z białej czekolady z jagodami i bazylią. Była pyszna! Długo zastanawiałam się nad ciastem na wieczór panieński mojej kuzynki, aż w końcu zdecydowałam się zrobić ciasto koloru lawendowego - Ninka dostała od nas też prezent w tej kolorystyce (pasujący do jej sypialni), więc ciasto też pięknie się komponowało.

Tymczasem chciałam zaprezentować kolejne dwa talerze przygotowane po warsztatach czekoladowych. Propozycja "do kawy" coś na ząb, czyli pralina z płynnym środkiem na bazie piwa. Fajna sprawa :)

pralina

Podałyśmy ją na małym talerzyku, na trzech kroplach musu porzeczkowego albo malinowego (nie pamiętam). A ja jeszcze połączyłam te kropki, a Monika dodała kulkę i liście mięty i wyszła taka kompozycja.

Na ostatni talerz nie miałyśmy pomysłu. Dlatego też jestem z niego najmniej zadowolona:

dekorowanie talerza

Tu na zdjęciu mus karmelowy obsypany malinami liofilizowanymi, w środku zresztą też maliny bez wody, ale zamieniłyśmy je ostatecznie na świeżego granata. Lizak czekoladowy z folią karotenową i pralina malinowo-miętowo-pieprzowa.

czwartek, 28 czerwca 2012
Willy Wonka atakuje, czyli jak przez dwa dni byłam w niebie!

Na Dzień Dziecka dostałam fantastyczny prezent! Udział w dwudniowych warsztatach czekoladowych organizowanych przez jednego z największych producentów czekolady dostarczanej cukiernikom!

Okazuje się, że ogromna, międzynarodowa firma Barry Callebaut ma w Łodzi swoją jedyną w Polsce fabrykę czekolady. I nikt o niej nie wie! Wśród znajomych mam opinię dobrze poinformowanej, ale o tym, że mamy tu fabrykę czekolady nie wiedziałam! I większość moich znajomych też nie!

Mają tam też fantastyczne centrum szkoleniowe - prawdziwy raj czekoladą płynący i to dosłownie! Przez dwa dni razem z moją koleżanką Moniką, ekspertką od cukiernictwa i autorką bloga GastronomyGo wyrabiałyśmy trufle, praliny, piekłyśmy brownies, uczyłyśmy się robienia dekoracji z czekolady i delikatnie mieszałyśmy musy! BAL!

Szkolenie było co prawda dla profesjonalistów i obok nas pracowali szefowie kuchni, ale byłyśmy zupełnie dzielne i dawałyśmy radę! Zresztą Monika pracuje w branży, a ja to wiadomo...
Prowadzący warsztaty bardzo pochwalił naszą pralinę na bazie białej czekolady z malinami, miętą i zielonym pieprzem :)

Na koniec musiałyśmy przygotować trzy talerze z naszymi dziełami. Moim nr 1 był talerz o roboczej nazwie Mono-Czeko, gdzie zrezygnowałyśmy z jakichkolwiek barwnych dekoracji:


brownies trufla mus

Z tyłu, z lewej strony - brownies z płynnym środkiem! Pycha! Obok z tyłu gwiezdny mus - na dole płynne nadzienie na bazie piwa, wyżej mus z białej czekolady z imbirem, a na górze mus karmelowo-orzechowy.

Na pierwszym planie przepyszna pralina pomarańczowa z chrupkami obsypana kakao, podana na ZIEMI ;) waniliowej (wiem jak się robi tę pyszną ziemię na której eleganckie lokale serwują np. lody). Pralinę zdobią rurki zrobione przeze mnie!

ozdoby z czekolady

Nie jest to łatwe!

Bardzo cieszę się z udziału w tych warsztatach, nawet jeśli nie będę formować pralin w domu, to wiedza o właściwościach różnych rodzajów czekolady, łączenia ich z owocami, alkoholem i innymi dodatkami jest bardzo przydatna! Zwłaszcza, że musy są ultraszybkim, a bardzo efektownym sposobem na deser dla gości.

Więcej zdjęć i dalszy ciąg relacji, a także prezentacja naszej pracy - już niedługo!

wtorek, 12 czerwca 2012
Jak dobrać zasłony do wnętrza?

Przede wszystkim nie ma się co spieszyć. Jak widać na zdjęciach poniżej (i w archiwum bloga ;)) u nas teraz wiszą zasłony "po starszym bracie", lekko przykrótkie tkaniny z zeszłego mieszkania. Umówmy się - zasłony to nie lada wydatek, zwłaszcza, gdy pomieszczenie mierzy 308 cm. Jest dość niezbędny gdy mieszka się na pierwszym piętrze, z widokiem na skwer, w którym ludzie wyprowadzają psy. A jak wyprowadzają - to z nudów się gapią. Rozumiem to, sama się gapię.

Pierwsze naprawdę gorące dni, pod koniec kwietnia, uświadomiły nam, jak pilnie potrzebujemy zasłon. Zamówiłam więc szyny, bo nie lubię karniszy i powiesiliśmy to, co mamy.

Wizyta Cioci była bodźcem do poszukiwań nowych zasłon. Dość szybko ustaliłyśmy wzory do jadalni i sypialni i dziś przyszli przedstawiciele studia na pomiary. Okazało się, że tkanina, którą wybrałyśmy do sypialni kosztuje... 525 zł za metr bieżący, przy szerokości 140... nie trudno więc policzyć, że koszt uszycia z niej zasłon do pomieszczenia szerokiego na 5 m, a wysokiego na 3, znacząco przekracza granice zdrowego rozsądku.

Pozostajemy więc przy tkaninie do jadalni - będzie to wzór w stylistyce op-art, trochę nawiązujący do lat 60., ale nowoczesny i młodzieżowy. Lekki połysk wzoru i nieskazitelna biel tła nadają cień elegancji, na tyle, na ile jest to potrzebne. Wybrałyśmy kolor seledynowy, który w zależności od pory dnia jest bardziej niebieski, bardziej szary albo bardziej zielony. Z tej samej "rodziny" tkanin uszyjemy też różowe poduszki na nową sofę, która pojawi się niebawem ;)

 

zasłony, op-art, wzory

Materiały promocyjne filmy PolDekor
 

Wzór, który pojawi się u nas, to te falujące linie jak na poduszkach. Jestem pewna, że będą pasować do całości :)

środa, 23 maja 2012
Mniejszy pokój - dobijamy do brzegu

Od jakiegoś czasu mamy już komplet lamp sufitowych w mieszkaniu. Brakuje tylko kinkietu w łazience. Ale w sumie kącik umywalkowy w łazience mamy od niedawna, więc nie panikuję. Długo zastanawiałam się nad lampą do części jadalnej, aż w któregoś razu po prostu spodobała mi się olbrzymia, druciana kula. Pomyślałam, że ma jajo, a do tego, jak na swoje gabaryty, jest dość neutralna. Nabyłam więc i całość prezentuje się tak:

lampy w pokoju

Na zbliżeniu jest bardziej okazała. W ogóle na tym zdjęciu wygląda jak jakiś kosmiczny księżyc:

(uwielbiam popołudniowe słońce w naszej jadalni!)

lampa z Leroy Merlin

Nową lampę mamy też w sypialni. Kupiłam tę, koło której chodziłam od miesięcy i wciąż się wahałam. Teraz nie żałuję. Wciąż zastanawiam czy bardziej kojarzy mi się z meduzami czy z transparentnymi krabami z "Piratów z Karaibów":

żyrandol transparentne klosze

 

I jeszcze jedna nowość - wieszaczki z Oh Deer w kuchni. Idealnie sprawdzają się jako nośniki ścierek i mojego fartucha. Pasują tu, choć miały być w łazience.

oh deer wieszaki

I jeszcze ukłon w stronę Olgi i jej bloga. Wczorajsza poranna prasówka przy śniadaniu. Czytam tekst z Dziennika Łódzkiego:

ja: - Hmmm... Biednych z centrum Łodzi przeniosą na obrzeża....

Fasolka: Ja się nigdzie nie ruszam!

piątek, 18 maja 2012
Klamka zapadła, czyli rzecz o szczęściu

To jedna z tych historii, które mogą opowiadać ludziom jako przykład na bardzo uproszczoną teorię karmy. Staram się być dobrym człowiekiem, bo wierzę, że dobre uczynki wracają, a knowania i złorzeczenia nawet z podwójną mocą. 

Początek tygodnia był dla mnie bardzo udany jeśli chodzi o dobre uczynki, ale nie sądziłam, że "nagroda" przyjdzie tak szybko!

Nieposiadanie w domu klamek jest dosyć uciążliwe. Posiadanie pięknych drewnianych drzwi również, ponieważ absolutnie nie pasują do nich plastikowe klamki z Castoramy. Przed remontem w dwojgu drzwi (wierzycie, że to jest poprawna odmiana?!) były oryginalne klamki mosiężne z lat '30, w pozostałych - dokupywane przez lata randomy.

Moja mama, kobieta władcza i zdecydowana, przy każdej możliwej okazji suszyła mi głowę "Kupcie te klamki, co to za dom bez klamek, jak w wariatkowie, okropieństwo, tak nie można" i tak dalej, i tak dalej. Ale my byliśmy (nie bez powodu) oporni.

Chcieliśmy mieć ładne mosiężne klamki pasujące do drzwi. Najpierw zrobiłam rozeznanie w marketach budowlanych, ale szybko wiedziałam, że nic tam po mnie. Poszłam do specjalistycznego sklepu z klamkami. Tam za podobną do oryginału miałabym zapłacić 170 zł za parę! A ja potrzebowałam 3 pary! W międzyczasie, podczas cotygodniowych zakupów warzywnych na Bałuckim zaglądałam na pchli targ w poszukiwaniu "moich" klamek.

W końcu - nomen omen - klamka zapadła! Napiszmy ogłoszenie, że szukamy takich klamek. Impulsem były drzwi, takie jak nasze, postawione koło śmietnika. Zabolało mnie serce, gdy je tam zobaczyłam i pomyślałam, że poprzedni właściciel na pewno wstawi  w miejsce pięknych, starych, drewnianych drzwi, castoramowe arcydzieło sztuki stolarskiej. O ile stolarze robią w paździerzu.

Ale skoro wyrzucił drzwi bez klamek, to być może klamki ma i chce się ich za odpowiednią sumkę pozbyć. Wywiesiliśmy ogłoszenie na obu klatkach naszej kamienicy, a dodatkowo wrzuciliśmy ogłoszenia na Facebooka. Znajomi lekko kpiących tonem nie wróżyli naszej akcji sukcesu.

Aż tu dzisiaj nagle, obudził Tomka domofon! Sąsiadka z drugiej klatki przyznała, że ma takie klamki i z chęcią nam je sprzeda. TADAM! Cuda się zdarzają!

mosiężne klamki

5 par pięknych mosiężnych klamek, do kompletu do naszych drzwi, wszystkie z okrągłymi szyldami! Pełnię szczęścia zapewniła również okazyjna cena wymarzonych klamek. 

Po raz kolejny sprawdziło się moje głębokie przekonanie, że wszystko jest możliwe i warto wierzyć nawet w coś, co pozornie nie ma szans powodzenia. A także drugie - że dobre uczynki wracają. Mam pewien typ o co mogło chodzić, a klamki są znakomitym prezentem w ramach podziękowania. Thanks!

piątek, 27 kwietnia 2012
Mediolan designem stoi cz.2

Tak, jak obiecałam, skrót łazienkowy to nie koniec historii z Mediolanu. Teraz czas na kuchnie! Tu również widać bardzo wyraźne trendy: drewno jest absolutnie wszędzie!

drewniana kuchnia zioła

Najczęście połączona,tak jak na zdjęciu, z apetyczną zielenią.

Wracają też piony. Po latach dyktatury poziomu, szerokich szuflad i dużych szafek, teraz coraz częściej widać klasyczne "sześćdziesiątki".

drewniana kuchnia

Kolejna naturalna propozycja.

Kiedy jesteśmy już przy powrocie do natury, warto wspomnieć o innym, ciekawym trendzie. Coraz częściej w bezpośrednim sąsiedztwie otwartych kuchni stoi stół. Tak, zgadza się, nie mikro-niewygodny-barek z chybotliwymi hokerami, ale właśnie klasyczny, duży stół z krzesłami. Idea ponownego jednoczenia domowników przy stole bardzo mi pasuje!

stół drewniany nowoczesny

Zabawne drewniane stołki i ciekawy stół - drewna nie poddaje się obróbce, a łączy z nowoczesnym, szklanym blatem.

Na EuroCucinie, czyli części poświęconej kuchniom, można było też podziwiać piękne lampy, w tychże kuchniach prezentowane. Ja po raz pierwszy widziałam na żywo "kaboszkę". Jest naprawdę przepiękna:

caboche lamp

Ale moje serce zdobyły lampy zrobione z... garnków! Oczywiście świetnie nadają się do kuchni:

lampy z garnków

I jeszcze drugie ujęcie tego bardzo ciekawego stoiska:

lampy z garnków

Tak, to skrzynki z prawdziwymi pomidorami! :)))

A już w następnym odcinku - kilka słów o technologiach i nowoczesnym sprzęcie kuchennym

wtorek, 24 kwietnia 2012
Mediolan designem stoi cz.1

W zeszłym tygodniu miałam okazję być w Mediolanie na iSaloni - największych w Europie targach designu. Przyznam szczerze, że kilka razy szczęka mi opadła. Niestety byłam tylko dwa dni, dość dokładnie obejrzałam EuroCucinę, czyli targi kuchenne, Salone Internazionale del Bagno - czyli część poświęconą łazienkom oraz dwa pawilony światowego "drobnego designu" - mebli i dodatków. 

Dzisiaj skoncentruję się na łazienkach. Rozbawiło mnie trochę, że tak, jak w modzie, tak i w designie trendy są tak wszechobowiązujące. Niemalże na każdym stoisku można było zobaczyć wolnostojącą wannę z kompozytu. O ile, w designie mniejszym widać jeszcze pokłosie kryzysu i meble oraz akcesoria są przynajmniej na pierwszy rzut oka - skromne w formie (ceny i wykorzystane szlachetne materiały to zupełnie inny temat), tak w łazienkach, czy raczej pokojach kąpielowych stawiamy na luksus w czystej formie. Specjalnie napisałam "pokoje kąpielowe", bo w jaki sposób upchnąć wolnostojącą wannę do typowej łazienki w niemniej typowym polskim M-3.

wanna wolnostojąca kompozyt

Wanna z kompozytu firmy Mastella

Nie przekonuje mnie koncepcja wanny w sypialni! Przepiękne stoisko miała firma Altamarea, która pokazała niezwykle klimatyczne stylizacje:

altamarea wanna wolnostojąca

 

Ciągle zastanawiam się nad tym czy wanny w korianu osiągną masowy sukces. Raczej nie, tak, jak się to stało w przypadku blatów kompozytowych - na pewno przeszkodą w trafieniu pod strzechy będzie cena materiału. Druga sprawa, o czym już pisałam - wciąż niewiele jest w Polsce łazienek, gdzie taka wanna prezentowałaby się w pełnej okazałości. Ale trzeba przyznać, że kompozyt daje nieograniczone możliwości jeśli chodzi o kształt wanien - i to najbardziej mi się podoba!

wanna wolnostojąca kompozyt

Nie brakowało też propozycji "na bogato" - coś dla tych, którym kryzys niestraszny:
wanna wolnostojąca z kamienia

 

Oprócz wanien, zwróciłam uwagę na umywalki na postumentach. To kolejny element dobrze wyglądający w dużej łazience. Niektóre były naprawdę niezwykłe:

kolorowa umywalka na postumencie

I kolejny projekt, np. do klubu albo restauracji (studio Nespoli e Novara):

nespoli e novara umywalki

nespoli e novara umywalki

c.d.n.

poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Jak Wielkanoc, to jaja faszerowane!

Ostatnie 3 tygodnie były dla mnie bardzo trudne. Najpierw niewiadoma wynikająca z setek tysięcy kilometrów oddalenia i kłopotów z komunikacją, potem niespodziewana i niezbyt przyjemna podróż do naszych zachodnich sąsiadów, aż w końcu organizowane na ostatnią chwilę święta - nieco z przymusu spędzane w domu. Ale nie ma tego złego! Mieszkanie lśni, lodówka się nie domyka, bo przecież każdy, kto przychodzi, przynosi coś DO JEDZENIA :) no i pełen chillout, z przyjemnym, choć dawno nie odczuwanym "nie-muszę-nic".

O organizacji świątecznego śniadania w niedzielę, dowiedziałam się w zasadzie w piątek. Z pomocą przyszła mama, która zapewniła wędliny, pasztet z pieczarek no i absolutny, świąteczny "must have" - sałatkę jarzynową. Była tak kochana, że dodała piękny, zielony, mrożony groszek, a nie jego pokraczną, siną odmianę z puszki.

Ja upiekłam sernik, tym razem nie ten-który-zawsze, ale czekoladowy "wypas" z Moich Wypieków oraz zrobiłam zupełnie nowe jajka faszerowane - zjadł nawet Fasolka, powiedział, że pyszne, po czym dowiedział się, że w jajach jest łosoś i czar prysł. Nie tknął już żadnego! Ech, jak z dzieckiem...

jaja faszerowane smoked salmon deviled eggs

Na zdjęciu widać także jaja faszerowane przyniesione przez Fasolkową mamę: z pancettą i szczypiorkiem.

W moim domu, z reguły robiło się bardziej skomplikowaną formę jajek faszerowanych - farsz stanowiło nie tylko żółkto, jak w tym wypadku, ale i białko, a całość serwowano w skorupce z ugotowanego jajka. Wymagało to wprawy, by przeciąć skorupkę, nie zniszczyć jej podczas wydłubywania białek, a potem jeszcze włożyć do niej jajeczną pastę. Całość posypywało się bułką tartą i przysmażało na patelni. Takie jaja są naprawdę pyszne, ale wymagają zdecydowanie więcej czasu i atencji. Nie do wykonania podczas organizacji Wielkanocy Last Minute. Dlatego podaję przepis na te, które zrobiłam tym razem: jaja faszerowane z łososiem i szczypiorkiem:

Amerykańskie Deviled Eggs z łososiem:

4 jaja

1/4 kubka śmietany (ja używam zawsze kremówki, ale myślę, że może być też jogurt dla odchudzających się)

30 g białego serka kanapkowego (ja wzięłam twaróg zmielony z wiaderka, bo zostało mi z sernika, 30 g - to mniej więcej pełna łyżka)

1 łyżka majonezu

pół łyżki soku z cytryny

łyżka pokrojonego drobno szczypiorku

50 g łososia wędzonego

sól, pieprz

Jaja gotujemy na twardo, czekamy aż przestygną, obieramy, kroimy wzdłuż. Wyjmujemy delikatnie żółtko, wrzucamy do misy blendera. Dodajemy śmietanę (jogurt), serek, majonez, sok z cytryny, szczypiorek i łososia. Blendujemy tylko chwilkę, żeby składniki się połączyły, ale nie zblendowały na jednolitą masę - mnie się udało idealnie - szczypiorek "pozostał sobą", widać było drobinki łososia.

Białka układamy na misce, prószymy świeżo zmielonym pieprzem i solą. Masę przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy do białek - to wersja świąteczna. W wersji "codziennej" można przełożyć farsz łyżeczką, uważając by nie uszkodzić białek.

Nie soliłam farszu, bo łosoś jest słony, zwolennicy mocniejszych smaków mogą dodać pieprzu lub ostrej papryki. By było już bardzo odświętnie, można jeszcze na górę położyć kawior z łososia - ja ułożyłam "różyczki" z wędzonych plastrów.

poniedziałek, 19 marca 2012
Migoczący przedpokój

Ostatnio sporo się działo w kwestii wykończenia mieszkania. Szczególnie przedpokój zyskał sporo na urodzie. Wreszcie udało się pomalować szafki i pawlacze - jest biało, czysto, minimalistycznie. Tata powiesił także "dyskotekową" lampę, o której pisałam tutaj, a która daje bardzo ciekawy efekt.

przedpokój lampa

Jestem bardzo zadowolona z tego, jak to wszystko wyszło. Lustro, które widać po prawej stronie już wisi na ścianie, ale po lewej stronie - między futryną, którą widać na pierwszy planie, a zamkniętymi drzwiami.

W miejscu, z którego robiłam zdjęcie, na ścianie wiszą moje dwa ulubione obrazki z Barcelony.

Barcelona obrazki grafiki malarstwo

Niezagospodarowana pozostaje ściana po prawej stronie, ale niestety jest to ścianka działowa z G-K, oddzielająca nas od sąsiadów, ale postawiona w chwili dzielenia naszego mieszkania na dwa mniejsze. Gdy wieszaliśmy grzejnik w łazience, przebiliśmy się na wylot do sąsiadów, stąd moja trauma i strach przed wbijaniem czegokolwiek w tą ścianę.

Tagi: zakupy
22:01, danuu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2012
Jak nie umiem przystrajać stołu

Kiedyś, dawno temu, wypełniłam ankietę na stronie DUKI - jak często odwiedzam ich sklep, czy interesuję się wnętrzami, bla bla, bla. Gdy już totalnie o tym zapomniałam, okazało się, że zakwalifikowałam się do programu eDUKAtor stylu i dostałam w prezencie ozdobne łyżeczki do przystawek. Było też zadanie do wykonania - przygotowanie stylizacji stołu na przyjęcie. Czasu było sporo, ale mnie to akurat nie pomogło - mogę i lubię pracować pod presją czasu.

Zmartwiło mnie natomiast coś innego. O ile z opracowaniem menu nie miałam żadnego problemu, o tyle z koncepcją przybrania stołu już tak. I zdałam sobie sprawę, że ta część organizowania spotkań ze znajomymi u mnie naprawdę kuleje. Nie chodzi o to, że nie mam modnych, kwadratowych talerzy, czy obłych sztućców V&B, ale o to, że w tej sytuacji ujawnia się coś, czego na co dzień aż tak bardzo nie czuję - brak praktycznego zmysłu artystycznego. O ile wiem mniej więcej jakie style mi się podobają, z reguły umiem wybrać coś, co pasuje do reszty, o tyle, w kwestii tworzenia, widać, jak bardzo niedomaga moja prawa półkula, albo cały jej potencjał wykorzystuję w pracy.

OK, ale zadanie jest zadaniem i musi być wykonane. Postanowiłam więc zrobić coś "swojego", może nie najpiękniejszego, nie prosto z katalogu wnętrzarskiego, ale takiego 100 proc. ja. I oto efekt:

edukator stylu 2 DUKA

Być może, patrząc na zdjęcia mojej stylizacji, pierwszym skojarzeniem jest „kinderbal”.  Przygotowałam panna cottę z tapioki w foremkach w kształcie serc i zaserwowałam je w płaskich, różowych ramekinach z zimowej kolekcji DUKA.

duka ramekiny

 

Do panna cotty zaproponowałam cztery sosy. Pierwszy jest na bazie proszku z zielnej herbaty matcha (to zielone, to nie jest wasabi! J), drugi to sos waniliowy (żółty), trzeci -  domowa konfitura wiśniowa, a czwarty to propozycja dla odważnych, bo na wytrawnie - pesto z pieczonych buraków. Tutaj trochę się spieszyłam, zależało mi głównie na efekcie kolorystycznym.

duka


Do tego  fondue, serwowane w zestawie w kształcie serca, z walentynkowej kolekcji DUKA. W tym przypadku zrezygnowałam z tradycyjnych owoców na rzecz... bajecznie kolorowych bezików, które upiekłam sama i podałam na stół w przesłodkiej puszce ozdobionej zabawnymi cupcake’ami.

duka bezy fondue

Tak właśnie wyglądała moja konkursowa stylizacja. Domyślam się, że poziom konkursu będzie wysoki i w tej materii nie mam żadnych szans, ale i tak bawiłam się znakomicie :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16

Kontakt:
danuu@gazeta.pl