RSS
piątek, 30 września 2011
Działamy!

Choć coraz więcej osób z niedowierzaniem pyta "Jeszcze się nie przeprowadziliście?!", ja wciąż mam nadzieję, że uda nam się wprowadzić, zanim w Łodzi wybuduje się Novotel. A buduje się w bardzo szybkim tempie, więc i my musimy się streszczać.

Wczoraj wzięłam wolne i postanowiłam pomalować listwy, które przyszły w środę. Malowanie podkładem ftalowym 50 mb listew trochę mnie zamuliło.

malowanie listew

Listwy mają listwę maskującą, są to dokładnie te z poprzedniego posta.

Dość nieoczekiwanie kupiłam także... tapetę do łazienki! Ściana na przeciwko kibelka, na której wisi grzejnik nie spełnia moich oczekiwań gładkości ;) A facet powiedział, że jest po prostu krzywa i zniszczona i może ją poprawić kolejną toną gipsu. Postanowiłam więc zaradzić tapetą - zasłonić szpetne krzywizny. Zwłaszcza, że znalazłam wzór, w którym się zakochałam od pierwszego wrażenia, który jest przewrotnie śmieszny i był w dobrej cenie. Chociaż przy jednej rolce koszty nie są aż tak duże.

Rasch Aqua Deco 2013 820119

Jest naprawdę fajna, a czemu przewrotnie śmieszna? Bo nigdy nie rozumiałam koncepcji noszenia ze sobą gazety do toalety. U nas nie trzeba będzie nic nosić :) Wszystko jest na miejscu, na ścianie na wprost łazienkowego tronu ;)))

wtorek, 20 września 2011
Listwy - powoli, ale dobijamy do brzegu

Wreszcie udało się rozpatrzyć temat listew przypodłogowych. Bo nie będą to zwykłe listwy z pcv, jakie stosuje się do paneli, ale - z racji nobilitującego sąsiedztwa 80-letnie parkietu - wysokie, kamienicznie, frezowane cokoły.

Okazuje się, że sprawa listew, a konkretnie - ich mocownia, jest bardzo skomplikowana. Wyróżniamy bowiem 4 rodzaje listew przypodłogowych:

1. drewniane

2. z mdfu

3. z pcv

4. pozostałe ;)

Drewniane, o ile posiadają listwę maskującą, montuje się na wkręty do ściany. Z mdfu i pcv - na zatrzaski, które "puszczają", przy każdym uderzeniu np. odkurzaczem w listwę. Można też je przykleić - do ściany lub parkietu. W naszym przypadku przyklejenie bądź przybicie czegokolwiek do parkietu nie wchodzi w grę - parkiet jest stary, "chodzi" i nie można nic tam przybijać. Przyklejenie - cóź, zawsze byłam słaba z plastyki i techniki, ale już z tamtych czasów pamiętam, że przyklejanie czegokolwiek jest mało skuteczne. A już na pewno mam traumę z klejeniem makiet i zawsze nieskutecznych klejów do tektury.

Tak serio, to i majster odradzał klejenie. Chociaż, z nimi to różnie bywa - może nie chce mu się kleić i woli po troglodycku przybić je do ściany i wmawia mi, że tak jest skuteczniej.

Mnie drewniane o tyle nie przekonują, że mogą się rozsychać, poza tym, pomalowanie ich idealnie, na biały nietransparentny kolor, będzie niełatwym zadaniem.

źródło: sklep z produktami drewnianymi

Dziś oglądaliśmy cokoły z poli-cośtam-styropianu, które produkuje firma robiąca sztukaterie i rozety do nowobogackich willi a'la stary styl. Pożyczyli nam nawet 3 próbki, żeby dołożyć do ściany i wybrać ulubiony wzór. Wybraliśmy, ale nie kupimy ich u nich. Plastik, sorry, styropian, dwa razy droższy od drewna? Świat się kończy, panie!

W końcu stanęło na drewnie. Kierat malowania przed nami! Ale damy radę. Żywa listwa wygląda tak:

wysoka listwa przypodłogowa, cokół

www.drew-lux.pl

To jest listwa z listwą maskującą najprostszy sposób montażu. Także kupujemy, malujemy, wiercimy i póki co, starczy!

Aha, no i dzisiejszy wieczór spędziłam ze szlifierką w dłoni - drzwi wygładzone, wyglądają zacnie!

czwartek, 15 września 2011
Bo w realu...

Pisałam ostatnio o pięknej misce w ptaszki, której chciałam zostać szczęśliwą posiadaczką. Jedyne, co powstrzymało mnie od zakupu, to cena - 135 zł za miskę z tworzywa. Czekałam na lepszy moment, bo zainteresowanie miską wyraziła także moja mama.

Ale... w zeszłym tygodniu, podczas pobytu w Warszawie zawędrowałam (dosłownie!) do stacjonarnego sklepu Glam Store na Mokotowie. Internetową wersję bardzo lubię i często zaglądam, żeby podziwiać. Nic tam dotychczas nie kupiłam, choćby z tego względu, że - jak być może pisałam tu na blogu - jest to jeden z droższych sklepów z rzeczami do domu. Porównałam ceny tego samego stojaka na gazety i okazało się, że różnice są spore. Ale sklep jest i tak super, nie mogłam więc nie skorzystać z okazji sprawdzenia asortymentu Glam Store w "realu".

Sklep mieści się na parterze dość ekskluzywnego apartamentowca i... to by było na tyle. Ponieważ wystrój jest przeciętny, towary wyeksponowane jak na targu staroci - boisz się, że za chwilę coś strącisz, albo chcąc po coś sięgnąć - zniszczysz misternie ustawioną piramidkę z produktów. Królestwo bibelotów - najkrócej mówiąc.

Mogłam też dokładnie obejrzeć miskę moich marzeń - stała samotna, zakurzona (!!!), bardzo mała, z plastiku, a ptaszki były brzydko wykonane - chiński pracownik nawet nie zadał sobie trudu by wyszliforwać odpryski, które powstały po wyjęciu łyżek z formy. Niestety - obraz nędzy i rozpaczy :((( A szkoda, bo zapowiadało się naprawdę nieźle.

Myślę sobie, że dobrze się stało. Zaoszczędziłam wielkie rozczarowanie i 135 zł, za które mogę mieć piękną misę na sałatę.

środa, 14 września 2011
Renowacja drzwi

Wbrew pozorom remont trwa. Wolno, bo wolno, ale wciąż coś się dzieje :) Dzisiaj przyjechałam na plac boju i spotkałam zupełnie nowego pana - lekko się zdziwiłam, dobrze, że nie spytał kim jestem :)

Pan został najęty przez naszego majstra do szlifowania drzwi i muszę powiedzieć, że idzie mu bardzo sprawnie - futryna między pokojami jest gotowa - zeszlifowana, zaszpachlowana i pomalowana podkładem. Podobnie jedna z szerokich futryn między przedpokojem a kuchnio-salonem.

Tak, wiem, mieliśmy robić to sami. Ale przyszedł wrzesień, czyli najbardziej pracowity miesiąc w roku - zarówno dla mnie, jak i dla Fasolki, i oboje pracujemy po kilkanaście godzin dziennie. Oby do października!

Zrobiłam nawet rozeznanie w kwestii profesjonalnej renowacji drzwi. Kwota, jaką usłyszałam od młodego przedsiębiorcy parającego się tym zajęciem zbiła mnie z nóg - równie dobrze mogłabym sobie zafundować drzwi Klimek & Kluś (np. takie) lub zamówić nowe, drewniane, stylizowane na stare.

W związku z tym postanowiliśmy pójść na kompromis - futryny przygotowują do malowania nasi panowie, a drzwi - wywiezione do garażu rodziców, przygotowujemy sami w tak zwanej wolnej chwili, czyli po kolacji.

Mam nadzieję, że po skończeniu tych futryn i finalnym zeszlifowaniu niedoróbek gładzi, będzie można w końcu polakierować ostatni raz podłogę i zamówić kuchnię.

 

czwartek, 01 września 2011
Ciepłe miejsce

Gdy muszę odstresować się po przejściach remontowych (czy mówiłam, że majster nie odbierał od nas przez trzy dni telefonu?!), zaczynam wypiekać. To naprawdę działa! Staram się nie szaleć z ciastami, bo to niezdrowe i pomaga tylko na psychike. Przerzuciłam się za to na wypieki drożdżowe, do których od zawsze miałam uraz. A to ciasto nie wyrosło podczas pieczenia, a to nie podwoiło objętości... zawsze coś! Ale pierwszym przełamaniem złej passy był wypiek jagodzianek, które wyszły fenomenalnie! Dlatego, zachęcona tym sukcesem postanowiłam popróbować z ciastem na pizzę (dziecinnie proste!), a także z bułeczkami.

I zdradze jeszcze mój pomysł na legendarne "ciepłe miejsce", gdzie trzeba odstawić zaczyn/ciasto do wyrośnięcia. Podstawiam miskę z ciastem pod świecący halogen, na najwyższą półkę. Oczywiście przestrzegam zasad Ppoż, bez obaw ;)

A to już moje bułki orkiszowe :)

bułki orkiszowe

Oczywiście z przepisu White Plate, a konkretnie jej Pracowni Wypieków.

Kontakt:
danuu@gazeta.pl