RSS
środa, 30 września 2009
Światło nad blatem

Jako osoba gotująca muszę, wzorem najlepszych rzemieślników w swoich dziedzinach, mieć odpowiednie miejsce pracy. Blatu w mojej kuchni jest niewiele, acz wystarczająco. Narzędzi kuchennych też na razie starcza - w zasadzie brakuje tylko miksera (wystarczy kopsnąć się na koniec korytarza i pożyczyć od Weroniki) i tostera (na razie grzanki robimy w piekarniku). Wszystko jest super, dopóki... nie zapada zmrok. Światło w kuchni ma raczej symboliczny charakter (różowy abażur spełnia rolę latarni morskiej dla naszych znajomych, którzy nigdy nie pamiętają, w której klatce mieszkamy - dwa różowe okienka to my :), dlatego bardzo męczyłam się gotując w półmroku. W końcu postanowiłam coś z tym zrobić. Tam, gdzie u normalnych ludzi są wiszące górne szafki u mnie są reflektorki:

Leroy Merlin, 77 zł, Lumix Robot 2.

Były zdecydowanie najładniejszymi reflektorkami w całym sklepie i miały dobrą cenę. Znakomicie sprawują się jako oświetlenie blatu, kuchenki i zlewu. Aha, a jak w poniedziałek byłam u Olci, to utwierdziłam się w przekonaniu o dobrym wyborze. U niej są takie same :)

Będąc w Leroy znalazłam jeszcze dwie propozycje, które bardzo mi się spodobały:

Oraz superkiczowaty kinkiet z postmodernistycznym mrugnięciem oka. Idealny do wnętrz w stylu industrialnym:

PS: Oszalałam na punkcie tego jelenia ;p

wtorek, 22 września 2009
Pierwszy wypiek z prawdziwego zdarzenia

Boję się swojego piekarnika - to nic nowego. Jednak dziś w święto Fasolki - przemogłam się i upiekłam pierwsze ciasto w nowym mieszkaniu! Jest to jedno z naszych ulubionych ciast, ale w zasadzie to jest ono sezonowe - połączenie czekolady i orzechów dobrze smakuje, gdy za oknem jest słota. Mimo że dziś było bardzo ciepło, to Fasolka wpałaszował 1/3 całej brytfanny.

Cieszę się bardzo,że piekarnik pokazał klasę, ciasta nie spalił i wszystko wyszło pięknie :)

sobota, 19 września 2009
Dobre pogaduchy przy niedobrym winie

W czwartek dostałam znakomitą wiadomość! Na nasze piętro wprowadziła się moja koleżanka Weronika! :) Tak jest...świat jest mały.

Ostatni tydzień sponsorowała sąsiadka wzywająca policję do ludzi grających w Monopoly - nerwów miałam co nie miara, więc wiadomość, że mam przychylną bratnią duszę na tej samej kondygnacji bardzo poprawiła mi samopoczucie.

Urządziłyśmy sobie z Weroniką wczoraj babski wieczorek przy winie. Ostatnio na fajnym pokazie kosmetyków dostałam jakąś nowość - wino aroniowe bio, z upraw ekologicznych. Weronika jest przesympatyczną osobą, więc kiedy nalałam jej szklaneczkę (taaaaak, wciąż nie mamy kieliszków ;)), wypiła bez najmniejszego grymasu. Jednak po chwili ja spróbowałam i.... nieeeee, tego pić się nie da. Jeśli jednak znaleźli by się chętni i tacy, których kusi napis "Bio" albo napis "Organic", to piłyśmy coś takiego:

piątek, 18 września 2009
Gdy nie masz wałka...

...wciąż możesz zrobić cukinię w cieście :) I to takim przypominającym ciasto na pierogi. Jakiś czas temu robiłam ten przepis i z jakiegoś powodu zostało ciasto. Zamroziłam, a wczoraj wpadłam na to, by obtoczyć nim cukinię.

Potrzeba jest matką wynalazków, więc przypomniałam sobie o starym harcerskim sposobie na użycie największej szklanki w domu w charakterze wałka do ciasta. A że szklanka jest nieco vintage - cóż...Coca-Cola. Enjoy!

P.S. Jednak mimo wszystko wolę cukinię w cieście naleśnikowym

środa, 16 września 2009
Rada dla bloggerów

1. Nigdy nie linkujcie do produktu, którego posiadanie jest Waszym marzeniem.

Czemu?

Niektórzy pewnie pamiętają pościel w ptaszki... (wystarczy zjechać kilka postów niżej).

Zamówiłyśmy ją z Dorotą 28.08. Do tego zamówienia dorzuciłyśmy jeszcze naczynie do zapiekania dla mnie, bieżnik i większą pościel z ptaszkami dla naszej koleżanki-panny młodej  oraz jeszcze jedną pościel (w kratkę) dla trzeciej.

Wszystko szło idealnie - kasa wpłynęła, dostałam info o przyjęciu zamówienia do realizacji i... ZACZĘŁO SIĘ. Po tygodniu, gdy tam zadzwoniłam, dowiedziałam się, że czekają na dostawę pościeli w kratkę. OK...zadzwoniłam po kilku dniach - jest wszystko, oprócz szklanego naczynia. Mówię: hola, hola, no podobno ostatnio czekaliśmy tylko na pościel, a reszta była gotowa. Miły pan powiedział mi, że ich system w magazynie "nie odkłada rzeczy w paczki", tylko kompletuje jakby cały zestaw od razu. Ja mówię: "to do usranej śmierci możemy sobie czekać, bo przy zamówieniu na 6 produktów zawsze któregoś nie będzie! facio: "nie no, proszę być dobrej myśli".

Dzwonię tam w piątek: Proszę pana, czekamy już prawie miesiąc na tę przesyłkę, a ona jest jeszcze nawet nie zamknięta! O co chodzi? Ta jedna pościel jest na prezent ślubny, ślub jest za tydzień! Zamawiając towar 28.08 nawet mi do głowy nie przyszło, że to nie dojdzie!

pan: No specjalnie dziś pójdę do magazynu i objadę wszystkie sklepy, bo mamy problem z mniejszą pościelą w ptaszki . Sami jesteśmy zaskoczeni, że tak świetnie się sprzedała.

Ja mam podejrzenie skąd się wzięła jej dziwna popularność ;-)

ja: czyli oznacza to ni mniej ni więcej, że przez państwa dziwaczny system magazynowania, ktoś kto po mnie zamówił tylko pościel, dostał ją, wyjętą jakby z mojego kartonu! Bo skoro ona była, gdy my czekaliśmy np. na naczynie, to została sprzedana...ech...

pan: no bardzo panią przepraszam, zorientuję się i w poniedziałek dam znać.

W poniedziałek dzwoni i oczywiście mówi, że system magazynowania jest jeszcze bardziej beznadziejny, mianowicie - wyświetla mu 2 pościele, ale nie może nam ich przesłać, bo są uznane za uszkodzone, a on musi taki towar odesłać (do producenta?) i nie może nam go sprzedać.

ja: ale co to znaczy "uszkodzone"? podarte? bo może jeśli jest tylko jakaś rysa na folii, to mnie to ryba.

on: Niestety, jeśli są uznane za uszkodzone, to nie mogę ich sprzedać. no my oczywiście oddamy pani pieniądze.

ja: <jak mała dziewczynka tupiąca nóżką) NIE CHC PIENIĘDZY!! CHCE POŚCIEL!! W PTASZKI!!!

on: no bo jest jeszcze szara i jasnożółta...

ja: taaa...widziałam, ale podoba nam się tylko czarna...

on: no to ja już nie wiem. Przykro mi i przepraszam, ale fizycznie jej nie mam.

ja: dobrze, to ja się zastanowię nad zadośćuczynieniem...

on: proszę jeszcze zerknąć do oferty sklepu...

ja: rozumiem, że będzieci elastyczni...

Jednak skończyło się na zwrocie kasy i przesłaniu reszy towaru na ich koszt kurierem. Ale nie będę miała pięknej pościeli i na to jestem dziko wściekła!

 

 

piątek, 11 września 2009
W poszukiwaniu starego lustra

Byliśmy dziś na Bałuciaku - osobliwe przeżycie. Myślę, że nie jeden student uczelni artystycznej mógłby przygotować tam dyplom. Szukamy starej ramy od lustra lub obrazu. Bardzo podoba mi się koncepcja 'tuningu' takiego starocia w coś, z lekką nutką postmodernistycznej fantazji. Jak choćby tu:

Albo tu:

albo w projekcie Kirsten Grove:

zdjęcie pochodzi z bardzo fajnego blogu: http://highstreetblog.com/

Nie zdecydowaliśmy jeszcze czy będziemy je malować (np. na czerwono) czy zostawimy złote - podejmiemy decyzję po zakupie. Liczę się z tym, że będziemy musieli się naszukać - dziś znaleźliśmy w sumie tylko jedno, które się nam spodobało, ale nie było idealne, no i kosztowało 130 zł (a lustro do wymiany). Wolałabym samą ramę - tę opcję można kupić już za 30 zł. Szukamy dalej!

 

niedziela, 06 września 2009
Śniadanie mistrzów

Podejmując decyzję o wyprowadzce, bardzo obawiałam się, czy nie ucierpi na tym moje zdrowie. A konkretnie - czy uda mi się prowadzić dom pełen dobrego jedzenia. Bałam się, że szybko stracę albo zapał albo siły do codziennego gotowania, a w mojej lodówce zostanie jedynie światło. Na szczęście wyszło całkowicie odwrotnie.

Śmiejemy się z Fasolką, że oboje jadamy lepiej i zdrowiej niż, gdy mieszkaliśmy z rodzicami - w lodówce cały czas mamy warzywa i owoce, pilnujemy, by jedzenie nie przeterminowało się, nie mówiąc o jakiejś atawistycznej przypadłości do robienia zapasów na zimę. W wielkiej lodówce mam już sporo zamrożonych specjałów na srogie, mroźne dni. Dziś np. będę zamrażać dwa pęczki kopru :)

Co do kwestii obiadowych to widzę, że zamiłowanie do zup mi nie mija. Czekam tylko aż kupimy sobie blender, to będę robić nasze ulubione kremy - groszkową, porową, brokułową, marchewkową i może załapiemy się jeszcze na dyniową.

Bardzo dbamy także by jeść porządne, syte, zróżnicowane śniadania. Ostatnio Dorota zapytała, jak mogę 'prowadzić dom' o poranku - że mam czas na np. smażenie naleśników na śniadanie. Cóż - dwa olbrzymie okna w sypialni, w chwili gdy jasno robi się o 6 (tak, są zasłony, ale są białe), sprawiają, że człowiek budzi się samoistnie i spać mu się nie chce. Idę rano po świeże pieczywo do Piekarenki (po 7 latach jedzenia nieświeżego pieczywa na śniadanie mam dość dużą motywację), a w tym czasie Fasolka robi np. caprese (nasze ulubione śniadanie), grzanki, bruschettę, jajecznicę albo inne pyszności. Rzadko zdarza się, że jadamy bułkę z serem, pomidorem lub wędliną. Cieszę się, że siadamy razem do śniadania, jemy i słuchamy audiobooka. Sielankę kończy moja soczysta reakcja, że czas wybiegać do pracy...

Kontakt:
danuu@gazeta.pl