RSS
piątek, 30 lipca 2010
Wakacyjne smaki

Wszystko się zgadza - lipiec miesiącem gotowania :) mimo że się kończy, a ja na blogu umiarkowanie się pochwaliłam.Ale gotowałam, gotowałam. Wstawanie wcześniej niż zazwyczaj, w wakacje, totalnie rozbijało mi dni. Ale to już za mną.

Mimo aury wciąż chodzą mi po głowie wakacyjne smaki. Dlatego zamarzyło mi się kalifornijskie śniadanie - bajgle z łososiem i serkiem puszystym. W Łodzi nie można kupić bajgli, więc zerknęłam na durszlak.pl i poszukałam przepisu. Jak zwykle dorotus przyszła z pomocą.

Zaczęłam:

bajgle

 

By po dwóch godzinach (tak, niestety z czasem wyrastania trzeba tyle liczyć), cieszyć się pysznymi bajglami!

bajgle

Przepis oczywiście stąd

PS: Piękę, bo jestem u mamy, co ma fajny piekarnik :)

 

 

 

środa, 28 lipca 2010
La Vende - miejsce III

Nie zawsze gotuję w domu. Są takie dni, jak zeszły wtorek, kiedy w pracy spędzam 12h. Nie jestem szalona, żeby po całym dniu za biurkiem wrócić do domu i zaserwować trzydaniowy obiad. Ale oczywiście ciężki dzień w pracy to nie jedyny powód by iść do restauracji. Znajdujemy tych powodów całkiem sporo - bo naprawdę lubimy jedzenie na mieście. Chociaż "lubimy jedzenie na mieście" niestety coraz rzadziej oznacza "smakuje nam to co jemy". Nie wiem z tego to wynika. Co prawda, Fasolka uważa, że po prostu poprawia nam się smak na skutek pyszności, które robię w domu (thx, Fasolka! :D), więc średnioprzyprawiony, rozgotowany makaron nie może nam smakować.

Pomyślałam, że skoro wyjścia do restauracji są stałym elementem codzienności, warto skrobnąć czasem jakąś quasi-kulinarną quasi-recenzję :)

Właśnie we wtorek byliśmy w nowej-starej, bo otwartej po pół roku, w nowym miejscu restuaracji LaVende.

Tym razem knajpka zajęła miejsce po Cafe Style (dziiiiwneeee miejsce!) w ciągu restuaracyjnym w Manufakturze. Lokal należy do znanego małżeństwa restauratorów, którzy mają także Revelo, Gęsi Puch i dwie karczmy Młynec. LaVende klimatem najbardziej przypomina Gęsi Puch, chociaż ma własny charakter.

Wnętrze ma przywoływać klimatem Prowansję - jest duże bielonego drewna, suszonych ziół wiszących z sufitu, kryształów i nastrojowego oświetlenia - mówiąc krótko - sielsko, anielsko. Nie w moim stylu, ale może się podobać.

Restauracja ma też ogródek na zewnątrz, ładnie skomponowany i w podobnym stylu co wnętrze.

restauracja LaVende

W menu główne miejsce zajmują makarony, wykonywane na oczach gości w specjalnej, sprowadzanej z Włoch maszynie. Z pewnością wrócę do tej restauracji na ravioli z krabem.

Są też sałaty, grillowane mięsa i dania fit. Restauracja posiada także specjalne urządzenie do obróbki termicznej w niskich temperaturach - vacum. Ja spróbowałam ryby - soli, w ziarnach kawy, przygotowanej właśnie w tej maszynie. Była bardzo, bardzo delikatna i lekka, niczym nie przypominała wodnistej i bezsmakowej ryby na parze, którą do tej pory zdarzało mi się jeść. Miałabym zastrzeżenie co do połączenia tej kawowej ryby z parowaną marchewką i szparagami - szczególnie szparagi nie pasowały mi do tej kawy. Ale poza tym - pycha.

Fasolka jadł grillowane polędwiczki z sosem ogórkowo-musztardowym i warzywnym plackiem. Również bardzo mu smakowały.

Trudno oceniać obsługę, ponieważ wszyscy byli jeszcze bardzo zakręceni. Na szczęście wszelkie niedoróbki nadrabiali uśmiechem i bardzo sie starali. Myślę, że już teraz są lepiej wyrobieni.

Mimo że restauracja wygląda elegancko, mile zaskakuje cenami. Makarony - do 30 zł, mięsa - od 30-40. Desery chyba od 10, ale tym razem się nie skusiliśmy - mają w menu mus kokosowy, który znaliśmy z Gęsiego Puchu (poszli na łatwiznę?), lody i jeszcze coś, nie pamiętam dokładnie co, ale bardzo słodkie, dlatego zrezygnowaliśmy.

Na plus trzeba im także, że jako nieliczni, mają w karcie mój ulubiony Schweppes Ginger Ale i fasolkowy Schweppes Bitter Lemon.

Byliśmy zgodni, że nowa LaVende zajęła III miejsce wśród najlepszych naszym zdaniem łódzkich restauracji.

restauracja La Vende

 

wtorek, 20 lipca 2010
Bezy - po raz pierwszy

Ostatnio, nie pamiętam już po czym, zostały mi białka. Dużo białek! Fasolka jest brzydliwy, wiec zaproponował, żeby je wyrzucic, ale ja szybko podniosłam sprzeciw: Wyrzucić? Białka z ekologicznych jaj? Chyba żart!

Mijały dni, a ja wciąż zapominałam o białkach ukrytych w czelusciach lodówki. Aż w końcu wybraliśmy się do rodziców Fasolki - mają oni cudowny piekarnik, w którym wszystko wychodzi. Wspólnie z Fasolkową siostrą zabrałyśmy się do pracy. Przepis był oczywiście z Moich Wypieków - gdy tylko zamierzam coś upiec, mogę mieć pewność, że idealny przepis znajdę właśnie u Doroty.

Wyszły znakomicie! Jestem tym bardziej z siebie dumna, że podobno upiec dobre bezy nie jest łatwo. Nawet w pracy smakowały!

bezy

źródło: http://mojewypieki.blox.pl/2008/01/Bezy.html

Tak, wiem, wiem, moje nie są tak piękne. Ale dzielnie walczyłam ze szprycą!

wtorek, 13 lipca 2010
Sposoby na lato w mieście

Upał, upał! U nas na ostatnim piętrze jeszcze zwielokrotniony, takie przynajmniej mam wrażenie. Ale nic to! Narzekałam zimą, że nie lubię mrozu, więc limit utyskiwań na pogodę został wyczerpany i podczas upałów siedzę cicho.

Zresztą uważam, że jest TYYYYLEEEE świetnych sposobów na ochłodzenie się latem! Np. jagodowe smoothies, truskawkowe tiramisu, mrożona zielona herbata z miętą i limonką w nowym dzbanku, lody Haagen-Dazs kupione dla uczczenia sukcesu, cola z lodem tak zimna, że aż robią się kropelki na szklance, w końcu chłodny, orzeźwiający prysznic, a na deser martini ze sprite'em!

Ostatnio w moich dwóch ulubionych sklepach - Almie i Lidlu [ta dychotomia nie jest chyba przypadkowa] trafiłam na promocję "Włoski tydzień" (W Almie w zeszłym tygodniu, w Lidlu w tym). Mam więc zapas włoskiego makaronu jajecznego chyba na całe lato :) Ale to też nie przypadek - taki makaron, ugotowany aldente, w wodnistych sosach śmietanowych to dla mnie bardzo wakacyjny smak. Dziś, jeśli tylko mi się uda, przygotuję makaron z kurkami z przepisu z Kwestii Smaku.

Zrobię ją z ciepłą myślą o:

schody hiszpańskie, piazza di spagna

zdjęcie pożyczyłam stąd

 

środa, 07 lipca 2010
Dla artystów z głową w chmurach

Uwielbiam przedmioty z "przymrużeniem oka" - takie, jak z Pylones, Flo, studioindygo. Takie, które wyglądają jak zabawki dla dzieci, a są gadżetami dla nowoczesnych pań (i panów!) domu.

Nic więc dziwnego, że zwróciłam uwagę na cudowny projekt młodego warszawskiego projektanta Stanisława Płoskiego (używającego pseudonimu Stan BDB). Dwa lata młodszy ode mnie artysta zaprojektował Chopinowski gadżet, który powalił mnie swoim zaawansowanym stopniem "przymrużenia oka" - post it z głową kompozytora. I jeszcze ta nazwa  - Chopinotes - mistrzostwo copywritingu!

Jest cudowny i właśnie piszę mail, by go zamówić. Dobrze, nie będę okrutna - pisać trzeba na chopinotes@gmail.com

chopinotes

źródło: blog autora, gdzie można poczytać o szczegółach projektu

 

piątek, 02 lipca 2010
#1 odsłona - Lipiec miesiącem gotowania

Wczoraj po raz kolejny w tym tygodniu musiałam przygotować ekspresowy deser. Goście mieli się zjawić w ciągu 45 minut, a ja miałam NIC!

Postawiłam na pewnik - krem z mascarpone i bitą śmietaną - dokładnie taki, jakiego używam do tiramisu (przepis na wieczku mascarpone Piątnica). Nie miałam niestety biszkoptów, za to były gruszki w zalewie i ciasteczka LU Digestive.

Pokruszyłam więc ciasteczka, wrzuciłam na dno salaterek, pokroiłam gruszki i zrobiłam krem. Wyszedł gęsty i małoelegancki, ale wnet przypomniałam sobie o maszynce do wyciskania kremu, którą ostatnio kupiłam w Tesco. Czy ktoś wie, jak się to obsługuje, by nie wtłaczajo się tam powietrze?

Deser prezentował się przyzwoicie:

deser z serka mascarpone

 

Pomyślałam też o dziecku, które do nas przyszło. Dobra ciocia zaszalała z wersją truskawkową. Starałam się, ale okazało się, że malec nie lubi białego jedzenia... Tata był nawet zadowolony :)

deser dla dziecka

 

czwartek, 01 lipca 2010
Lipiec miesiącem gotowania!

Tak wczoraj obwieściłam na facebooku, taki też jest plan. A konkretniej: zbilansowanego gotowania, ćwiczeń i trójpolarnych fal radiowych.

Mam wreszcie trochę luzu w pracy, więc będę mogła trochę pogotować. Jak się okazuje - głównie dla znajomych (jupi!), bo życie towarzyskie przeżywa renesans.

Jednym z postanowień na lipiec 2010 jest creme brulee - bardzo kojarzący się z wakacjami deser. Wypróbuję conajmniej kilka przepisów i będę walczyć z małym palnikiem. Pożyczę też od Mamy kokilki :D

Będzie pysznie!

creme brulee

źródło: http://smultron.wordpress.com

Aha, ostatnio myślę nad małym udoskonaleniem blogu - ponieważ oprócz gotowania, wyszukiwania fajnych rzeczy do domu i sprzątania wciąż mam swoje zainteresowania. Myślę więc, że zacznę wrzucać tu też obserwacje np. o książkach, które czytam, czy restauracjach do których chodzę (a ostatnio w tym temacie dość się z Fasolką rozpasaliśmy).

Kontakt:
danuu@gazeta.pl