RSS
środa, 22 lipca 2009
Bałucki folklor

Bałuty to jedna z najbardziej znanych łódzkich dzielnic - zajmuje północną część miasta, stykając się bezpośrednio z centrum. Szczerze mówiąc nie wiem nawet dokładnie, która ulica wyznacza tę granicę. Tj. właśnie przeczytałam tu, że Drewnowska :)

Osobliwy klimat Bałut, miejsca, gdzie w sporej części, w czasach II wojny światowej znajdowało się Litzmannstadt Ghetto, można poczuć do dziś - zniszczone kamienice rodem ze scenografii "Pianisty", umorusane dzieciaki na trzepaku bawiące się martwymi gołębiami, pijaczki pod sklepem - ot, codzienność. Nie lepiej jest w nowszej części, którą można uznać za ikonę słowa "blokowisko".

 

Dziś w nocy miałam pierwszą okazję przekonać się namacalnie o bałuckim folklorze. Środek nocy, nawet nie wiem, która była godzina. Pod blokiem kłóci się pijana para. Z potoku niewyraźnych słów słyszę dialog:

ona: Nie mów do mnie "ty jebana kurwo"

on: Dlaczego?

ona: Bo nie!

 

Dziś rano odkryłam kolejną ciekawostkę: ani w warzywniaku, ani w piekarni o godzinie 11 (oba sklepy czynne od 6) panie nie miały mi wydać ze 100 zł. Żeby było jasne - w piekarni chciałam zrobić zakupy za 5 zł, co jak na ichnie warunki chyba nie mało. Gdy w końcu udało mi się na stacji rozmieć kasę - okazało się, że pani nadal nie ma mi wydać, bo właśnie wydała pani przede mną ostatnie 40 zł.

Naszła mnie taka refleksja: mali sklepikarze narzekają, że ludzie wolą robić zakupy w marketach. Oczywiście, że wolą - jakoś nigdy nie zdarzyło mi się, że pani w markecie nie miała mi jak wydać reszty. Abstrahując od tego, źe dziś w Realu za fix Knorra do spaghetti 4 sery z brokułami zapłaciłam 2,79, a wczoraj w sklepie na dole 3,89 zł.

Mam też inną sugestię, tym razem do prezesa NBP: by ułatwić życie sklepikarzom zlikwidujmy banknoty 100-złotowe i wszystkie miedziaki (na pewno zdarzyło wam się słyszeć z ust sprzedawczyni: takich drobnych pani/panu nie przyjmę). Z monet można by zostawić jedynie 1,2 i 5 zł, wtedy będzie można dobrze zaokrąglić cenę - oczywiście w górę. I (niemal) wszystkim będzie się żyło lepiej.

 

 

 

wtorek, 21 lipca 2009
Pokój z widokiem

Dzisiaj panorama z samego rana :)

Bardzo ładnie jest w nocy, dziś też miałam pobudkę o 4.30, czyli widziałam brzask - też pięknie. Tęskniłam za budzącym się do życia miastem

 

 

 

poniedziałek, 20 lipca 2009
Prace trwają

Tomek znalazł sposób na zainstalowanie karniszy - stalowa linka i żabki pozbawione kółeczek. To jedyne rozwiązanie na okna, które od sufitu dzieli 4 cm :( Jedziemy dziś po tkaniny - ciekawe czy ten sposób na zasłony się sprawdzi. Taki system znalazł w dziale karniszowym w Leroy Merlin. Do salonu dokupił na metalach zwykłą stalową linkę, bo nie starczyło tej z systemu.

Wczoraj też Tomek położył kupioną wczoraj jasnoszarą wykładzinę w salonie - jeszcze tego nie widziałam, ale podobno wygląda o niebo lepiej - w sumie to było do przewidzenia - co może wyglądać gorzej od pełnej ubytków podłodze z płytkami PCV starego typu w kolorze podgnitego łososia? Tudzież opcja zastana - od 4 starych dywanów?

Teraz prawdopodobnie jedzie do Olka pożyczyć drabinę, co by uporządkować (wrzucić na antresolę stare graty) nasz salon. Ja dziś po południu szoruję dalej szafki w kuchni - Cilit Bang usuwający tłuszcz (zielony) rządzi! Jedna szafka - pomarańczowa od przepalonego, starego tłuszczu lśni czystością - nawet chcieliśmy to wczoraj nakręcić i przesłać Unileverowi jako żywą reklamę od konsumenta. Schodziło jak w telewizji, serio! :)

* Wykładzina do salonu - 210,60 zł
* 2 x taśma dwustronna do wykładzin 43,98
* linka stalowa 6m - 18,90
* karnisz linkowy chrom - 31,90
RAZEM: 307,88 zł

 

 

czwartek, 16 lipca 2009
Jadą goście jadą

Wczoraj, w chyba najgorętszy dzień w roku, postanowiliśmy przewieźć meble do kuchni. Żuber pożyczyła furgonetkę od taty, a Tomek z Pawłem pomogli w noszeniu gratów. Muszę przyznać, że przeżyłam chwilę grozy, gdy doszło do mnie, że największa, najcięższa (i najbardziej pojemna ;) ) szafka może nie zmieścić się do windy. Na szczęście się tak nie stało, więc znów martwiłam się problemem, którego nie było.

Wieczorem z przyjaciółkami zrobiłyśmy mały mieszkaniowy wypad - obejrzałyśmy wszystkie cztery nasze mieszkania - moje, Kamili, Mileny i Oli i Olka - suuuper! Potem przez cztery godziny trajkotaliśmy o gładziach, malowaniu, ościeżnicach i wykładzinach.

Wczoraj też Tomek był pierwszy raz w mieszkaniu - był nim absolutnie zachwycony. Dziś zabrałam tam Dorotę - też oniemiała z potencjału ;).

Zaczynają się pojawiać pytania o priorytety - co powinnam kupić, co odpuścić, bo ciągle słyszę za plecami głos Tomke: "to nie jest twoje mieszkanie"- jak mantrę. Grunt, że wczoraj rano zdeklarował, że się wprowadzi.

Dorota powiedziała, że potrzebuję coś zrobić z podłogą w pokoju - cztery dywany każdy z innej parafii, a wszystkie pamiętające Gierka, rzeczywiście nie dodają urody naszemu jedynemu pokojowy (25 m.kw)

Ja wiem, że muszę kupić lodówkę i umyć szafki. Dogadać się z mamą w sprawie "skorup" i zapewne kupić sztucce.

W dalszej kolejności może malowanie ścian.

 

poniedziałek, 13 lipca 2009
Nowy cykl

Otwieram nowy cykl: śmieszne lub ładne, ale nieprzydatne. Zaczyna wydrążarka z motywem arbuzowym (niegdyś moim ulubionym :)

fide.pl, 27,90 zł

P.S.: Żubar okazała się tak miła, że wypożyczy siebie i rodzicielską furgnotkę na środę na przewożenie szafek od Kamili do mnie. Tak, tak, to już w środę!

wtorek, 07 lipca 2009
Lodówkowa krucjata, czyli kupiłam suszarkę

Miałam dziś chwilę czasu, więc poszłam do Media obejrzeć lodówki. Niestety nie było nigdzie specjalisty, więc po prostu organoleptycznie sprawdziłam kilka modeli. I jakie mnie naszyły wnisoki:

* powinnam zwracać uwagę na uszczelki - żeby były mocne (lodówka otwiera się zdecydowanym ruchem)

* szuflada na warzywa - w niektórych modelach jest tak mała, że nie ma mowy o włożeniu do niej np. kalafiora, a czymże jest życie bez kalafiorów? :D

* wewnętrzny stojak na butelki - rzecz zbędna: dwulitrowa cola się nie zmieści, a rumpel zajmuje niepotrzebne miejsce

* zamrażarka na dole - zdecydowanie tak!

* system no frost - polecany przez sprzedawców, choć nie niezbędny

Pojechałam potem jeszcze do salonu Euro RTV&AGD oraz do Zielpolu porozmawiać z człowiekiem. Obaj panowie powiedzieli, że najlepsze lodówki (tj. najlepsze w stosunku ceny do jakości) produkuje LG i do 31 sierpnia bez dopłat dają pięcioletnią gwarancję. W międzyczasie naczytałam się w internecie historii o supergłośnych lodówkach Candy i Hoover ('moje dziecko nie może przez nią spać' - na szczęście ten problem jeszcze przez jakiś czas będzie mi obcy ;p),  o pękających półkach (!!!) Indesitu i BEKO oraz innych mrożących krew w żyłach lodówkowych historiach.

Niestety lodówka LG nawet po targowaniu się jest poza moim budżetem. Aha, i chyba nie kupiłabym jej w żadnym stacjonarnym sklepie - w Zielpolu ten model, który wskazał sprzedawca kosztował 2399 zł, a w internecie można ją kupić już za 1800 (z przesyłką). Niemniej i tak 1800 zł, jak za pierwszą lodówkę to za dużo.

Jestem trochę zagubiona w kwestii lodówkowej, więc postanowiłam dobry na zakupy dzień spożytkować w inny sposób - obejrzałam w MediaMarkt suszarki - wiadomo, moje włosy wymagają sporo uwagi, jak i dobrej suszarki (z funkcją jonizacji i chłodnym nadmuchem oraz dyfuzorem). Z doświadczenia wiem, że suszarka musi być w miarę lekka - szczególnie jeśli chodzi o model z dyfuzorem - od Rowenty Oli odpadają ręce. Dlatego wymacałam godne uwagi modele, przyłożyłam do głowy (jeśli to nagrali na kamerę przemysłową to na pewno będę w kolejnej kampanii "Nie dla idiotów" z dopiskiem: ta pani nic u nas nie kupiła) i wybrałam model PHD5560 Bosh. W Media kosztował 139 zł, ja zapłaciłam w internetowym sklepie 109 zł z odbiorem własnym w Łodzi.

suszarka Bosh, 109,95 zł


czwartek, 02 lipca 2009
Chcę taką :)

Ostatnio rozmawiałam z moją towarzyszką przeprowadzkowej niedoli o wycieraczkach. Czy można u nas kupić naprawdę ładną wycieraczkę? O ile w moim przypadku nie jest to akcesorium niezbędne, bo będę mieszkać na 11 piętrze, więc potencjalnie cały piach i brud się wytrzepie, ale Kamila mieszka na pierwszym piętrze i wycieraczka zdaje się być równie ważna, jak wieszak na kurtki.

Zrobiłam małe rozeznanie i wybrałam taką:

Komfort, 29,95 zł

P.S.: Po wtorkowym szorowaniu kuchenki, zmywarki i szafek z Kamila i Alicja schodzi mi skóra z łap, bo nie kupiłyśmy rękawic. Cilit Bang jest mordercą!

Kontakt:
danuu@gazeta.pl