RSS
środa, 29 czerwca 2011
Cupcake Love

Uwielbiam motyw muffinowo-cupcake'owy na rzeczach do kuchni. W ogóle cupcake'i mają w sobie coś fajnego, przewrotnego, dorosło-dziecięcego, są po prostu z przymrużeniem oka, a ja bardzo lubię przymrużać oko!

Dawno nie było nic w rubryce "Gadżet dnia", bo po prostu nie mam na razie czasu (ani pieniędzy!) na wyszukiwanie dodatków, akcesoriów, mebli i innych produktów do domu.

Dziś przypadkiem zajrzałam do Home&You, sklepu, który kiedyś baaaardzo lubiłam, dziś już trochę mniej, bo ceny zaczęły być odwrotnie proporcjonalne do jakości i pomysłowości produktów. Kiedyś naprawdę można tu było znaleźć niebanalne rzeczy w korzystnych cenach, teraz moim zdaniem za bardzo poszli w stronę dodatków do wnętrz budyniowo-wenge. Ale skoro przy budyniu jesteśmy, to czas powrócić do tematu głównego, czyli cupcakes. A właściwie pojemnika, dostępnego w najnowszej kolekcji Home&You, czyli cupcake-olbrzyma do przechowywania. Można w nim trzymać np. bakalie. Mam na myśli ten większy, bo mniejszy jest moim zdaniem niepraktyczny. Piękny jest! I różowy!

Home&You pojemnik cup cake

Home&You, cena od 19,90 zł
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Jak znaleźć idealnego budowlańca?

Można powiedzieć, że to jedno z najbardziej fundamentalnych pytań zadawanych przez ludzkość bez względu na szerokość geograficzną. Jednocześnie - jedno z najtrudniejszych. Dlaczego? Bo chyba nie ma jednego wzoru na szukanie idealnej ekipy remontowej. Bo oto okazuje się, że mamy dobre intencje i:

Przypadek 1:

Ktoś z polecenia.

Nie chcemy wpuszczać do domu obcych ludzi, to zrozumiałe. Co więcej - chcemy mieć pewność, że powierzając komuś ukochane, wyczekane, skredytowane ściany, zostane one z czułością i pietyzmem doprowadzone do stanu idealnego, bez uszczerbku na tkance budowlanej i naszym zdrowiu psychicznym. Idziemy więc do znajomych, którzy właśnie się wprowadzili do świeżo wyremontowanego mieszkania i zachwycami się pieczołowicie wykonanymi gładziami, elegancko dociętymi płytkami w łazience i listwami w korytarzu. Prosimy więc o kontakt do ich budowlańca. Słyszymy: "ale uważaj, bo będą opóźnienia", "wiesz, do ostatniej chwili nie byłem pewny jak to wyjdzie", "trzeba mu wszystko dokładnie wytłumaczyć, ale jak już skuma, to będzie ok". Uwaga! Te zdania powinny rozbudzić naszą czujność. To, że u kogoś jest ładnie, nie znaczy wcale, że remont poszedł gładko. Z reguły osoby, które dotrwały w tym znoju do wyniesienia ostatniego worka po cemencie niechętnie mówią o samym remoncie, bo chcą po prostu jak najszybciej pozbyć się tej traumy.

Ale my nadal trwamy przy swoim i chcemy robotnika z polecenia. A najlepiej - z rodziny naszych przyjaciół, zaprzyjaźnionego wujka-złotą rączkę, który tańczy, śpiewa, recytuje, sufity podwiesza i gipsuje. No i dostajemy!

Niestety, szybko okazuje się, że nie nadajemy na tych samych falach, ulubione zdanie "NIE DA SIĘ" słyszymy częściej niż muzyczkę z reklamy T-mobile, a pan-zaprzyjaźniony ma inwencję własną, zgoła inną niż nasz gust. W efekcie przychodzimy na pole bitwy (bo tak należy mówić o remontowanym mieszkaniu ;) i widzimy urozmaicenia w projekcie autorstwa pana-zaprzyjaźnionego. Na usta cisną się inwektywy, ale przed oczami stoi zdegustowany przyjaciel, mówiący, że zawiódł się na nas i jesteśmy niewdzięczni. Otóż to! Pana-zaprzyjaźnionego nie można tak po prostu solidnie opieprzyć, choćbyśmy marzyli o tym, za każdym razem, gdy pojawiamy się w remontowanym mieszkaniu. Bo przecież jest z polecenia! Staramy się więc na około i spokojnie wytłumaczyć, że TO NIE MOŻE TAK WYGLĄDAĆ. W rezultacie słyszymy nie-da-się lub w wersji odważniejszej da-się-ale-to-będą-dodatkowe-koszty.

Przypadek 2

Ktoś z ogłoszenia

Mamy więc drugi przypadek - ktoś z ogłoszenia. Tego akurat możemy ochrzanić w razie potrzeby bez obawy, że stacimy przyjaciela. Ale czy zdążymy zwrócić mu uwagę? Od razu przypominają mi się dwie historie moich przyjaciół, które co prawda różnią się niuansami, ale sprowadzają się do streszczającego zdania: "Pokłóciliśmy się, oni ukradli materiały budowlane i uciekli z zaliczką, a ja zostałem/am z rozgrzebanym remontem, którego nikt nie chce dokończyć". W wersji hardkorowej jeszcze: zdemolowali mi mieszkanie lub sprawa jest w sądzie, ale facet zapadł się pod ziemię i nie można go namierzyć. Pewnie opchnął płytki, cement, podłogi z drewna egzotycznego i akurat starczyło na bilet do Azji.

Przypadek 3

Ktoś z internetu

Przyznajmy otwarcie - budowlańcy to nie jest najbardziej stechnologizowana grupa zawodowa. Ba, jest wręcz tak, że zapala się nam czerwona lampka, gdy widzimy murarza, który wpisuje sobie nasze zlecenie w swój terminarz w iPhone'ie. Naturalną refleksją wydaje się być myśl, że oho, trafiliśmy na niezłego zdzierusa, skoro sobie sprawił iPhone'a.

Więc jeśli ktoś ogłasza się w internecie, ma wykupione reklamy w Google (czyli jego strona www wyskakuje na kolorowym pasku jako pierwsze wyniki w wyszukiwarce) to może oznaczać, że trafiliśmy na niezwykle przedsiębiorczego, młodego (uwaga: niedoświadczonego) budowlańca XXI wieku. Oczywiście, możemy się mylić - może okazać się konkurencyjny cenowo, miły, porządny (niepijący oczywiście!), punktualny, słowny i przystojny. Podobno są tacy. Ale oni chyba budują domy w Skandynawii ;)

Miałam do czynienia z jednym z internetu. Zobaczył to, co miał ewentualnie do roboty, oznajmił, że to będzie bardzo drogo kosztowało. Nie zbił mnie tym z tropu, więc drążyłam temat dalej. W końcu zakończył wizytę fundamentalnym: "Wie pani, my takich małych prac to raczej nie robimy. Firmy, wille pod miastem, to tak. A na takie mieszkanka się nie rozdrabniamy". Cóź, mogłam tylko życzyć panu samych największych korporacji i najpiękniejszych willi, oczywiście z tarasami, żeby podczas fajrantu było miło.

Przypadek 4

DIY, czyli czy na pewno tego chcesz?

I ostatni przypadek - wersja dla ambitnych: Do It Yourself, swojsko: Zrób to Sam . Myślisz - to nie może być trudne, zakasasz rękawy, siadasz przed komputerem i przechodzisz przyspieszony kurs budowlanki. Zajęcia praktyczne na żywym organizmie - własnym mieszkaniu. Nie chcesz płacić robotnikom z trzech przypadków podanych powyżej. Już czujesz, że jesteś nowym wcieleniem Adama Słodowego. W dodatku plan zakłada, że remontowy pot zastąpi pot siłowniowy, zamrażasz więc swój karnet w siłowni i postanawiasz odchudzać się na budowie. Rano - do pracy, popołudniu - remont.

Tyrasz więc po 14 h na dobę, a efekty są opłakane. Siły starcza na pierwsze kilka dni. Potem przychodzą pierwsze zwątpienia, porażki, kłopoty z decyzjami i oczywiście kłótnie z najbliższymi, wymówki i wzajemne wypominanie, kto ile zrobił i dlaczego więcej.

W końcu kapitulujesz i losowo wybierasz ekipę remontową.

 

piątek, 17 czerwca 2011
Faceci to jednak mają jednordzeniowe mózgi

Podobno budowlańcy na całym świecie są tacy sami: znają się na wszystkim najlepiej, wiedzą co mają robić, już się człowiekowi wydaje, że może zostawić ich na chwilę samych i wtedy przychodzi Armageddon!

Tak było i u mnie - najbardziej obawiałam się o to, jak glazurnik położy płytki - są w porządku. Natomiast kilka dni miał do osadzenia wannę. Wanna na swoim skraju miała metalową tabliczkę z logo "Cersanit". Pan wannę osadził, zafugował, zaszpachlował, przejechał silikonem i... i co? I zaszplachlował połowę tej tabliczki. Ni wpiął, nie wypiął - dziwaczne "półpłytki", z którym nie wiadomo o co chodzi! Wyobraźcie to sobie - śnieżnobiałe płytki, śnieżnobiała fuga, śnieżnobiała wanna i PÓŁ METALOWEJ PŁYTKI!!!

Nie denerwowałabym się tak bardzo, gdyby nie to, że facet kilka dni temu nazwał mnie estetką i powiedział: "Pani to strasznie zwraca uwagę na szczegóły". Tak, jak robię tak duży remont i wydaję na niego tyle pieniędzy, to będę zwracać uwagę na szczegóły!!

Ochłonęłam, zastanowiłam się nad tą sprawą raz jeszcze. Przeliczyłam szybko w głowie bilans ewentualnych zysków i strat. Powiedział, że musiałby skuć jedną płytkę, zdjąć fugę i silikon i próbować zdzierać tą naklejkę, ale nie wie czy się da. Stwierdziłam, że to za duże ryzyko. Przełknę ten gorzki owoc swojej nieuwagi (trzeba było pilnować jak dziecka!). Pomyślałam, że zastosuję mały pędzelek i kroplę białej farby i pomaluję tą metalową płytkę na biało. Jakby miał skuwać tą płykę, kłaść nową fugę - o nie, za duże ryzyko.

Metalowa płytka będzie biała, a jeśli nadal będzie ją widać, postawię tam świecznik od Marysi. Ten:

świecznik Leroy merlin

 29,90 zł, Leroy Merlin

Będzie pasował do purpurowego kółeczka z tabliczki:

 

Obecnie jesteśmy na etapie montowania podwieszanych (minimalnie!) sufitów i robienia gładzi. Trzymajcie kciuki!

środa, 08 czerwca 2011
Łazienka: klik-klak i skała z Indii

Sporo się ostatnio dzieje, nie mam czasu na notki. Mamy już prawie wszystko do łazienki, brakuje jedynie szafki pod umywalkę, którą zrobi Fasolką z moim Tatą.

Wczoraj po wieeeeeeluuuuu próbach udało się w końcu kupić umywalkę! "Udało" to naprawdę dobre słowo, bo znów mieliśmy szczęście i nabyliśmy ją na wyprzedaży z ekspozycji. Kosztowała naprawdę grosze, może dodam tylko, że połowę jej wartości kosztował spust klik-klak (czyli to srebrne na środku ;), który absolutnie mnie urzekł! Klik-klak - nazwa, która mówi sama za siebie. [Ciekawe co by o tym powiedział mój doktor od semiotyki ;)].

Oto umywalka:

umywalka trend

Do niej będzie chyba ta bateria (nie jestem na 100 proc. pewna, bo na pewno rozważaliśmy tę linię, ale czy w końcu wybraliśmy tą? W każdym razie - jeśli nie ta dokładnie, to na pewno bardzo podobna :)

armatura kraków cyrkon
Armatura Kraków, linia Cyrkon

Dziś też zamówiliśmy kamienny blat do umywalki. Ponieważ znaleźliśmy dość tanią hurtownię, pozwoliliśmy sobie wybrać najfajniejszy kamień, który w innych sklepach był dla nas poza zasiegiem cenowym. Tu okazał się strawny :) Czyli granit Black Galaxy z Indii. Jupi!! Naprawdę piękny, połyskujący drobinkami, przypominający galaktykę! Myślę, że będę bardzo go lubiła :) 

blat black galaxy

Blat Black Galaxy, hurtownia przy ul. Obywatelskiej 128

Podobno facet ma skończyć do piątku. Jakoś mu nie wierzę ;)

Kontakt:
danuu@gazeta.pl