RSS
niedziela, 28 czerwca 2009
Malinowa radość

Ninka w piątek dała mi cynk, że miska moich marzeń jest już na wyprzedaży :) Do kompletu kupiłam jeszcze 6 wysokich szklanek do drinków lub zimnych napojów i dwie małe miski. Miałam okazję przetestować szklanki wczoraj na grillowym spotkaniu towarzyskim - sprawdziły się znakomicie!

Home&You

miska duża - 11,90

szklanki 6x 3,90 = 23,40

małe miski 2x3,30 = 6,60

RAZEM: 41,90 zł

piątek, 26 czerwca 2009
Przeprowadzka zamiast siłowni

Po co kupować karnet do siłowni, biegać w dusznym pomieszczeniu pełnym spoconych ludzi, marnować czas na przebieranie i prysznic skoro...można nosić meble, biegać po marketach budowlanych, malować i skręcać?

Wczoraj z pomocą taty Kamili (wziął służbowy samochód transportowy), Kamili (skrzyknęła kumpli i koordynowała akcję), Pawła, Michała (dzięki chłopaki!), Tomka i Andrzeja (dzięki chłopaki) zabraliśmy połowę mieszkania cioci, czyli meble z kuchni.

Na wtorek umówiłam się z Kamilą na mycie tych szafek i coś, co może być lepsze niż LEGO, czyli skręcenie ich, powkładanie półek i próbę ogarnięcia co jest co. Póki wszystko było razem miałam bardzo jasne założenie, które szafki chcę i jak je poustawiam, teraz - w stercie blatów, pojedynczych płyt, półek i szafek bez drzwiczek wszystko wydaje się o wiele bardziej skomplikowane. Wszystko zostało zabrane do mieszkania Kamili, bo wożenie do Sko uznaliśmy za bezsens.

Kamila martwi się, czy uda nam się domyć te szafki - ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości :) Cilit Bang, woda z octem, rękawice, myjka z powierzchnią szorującą - to przepis na popołudnie lepsze od zajęć ABS

wtorek, 23 czerwca 2009
Kuchnia rzeczywista

W życiu szczęście się ma albo nie. Ja zdecydowanie mam - wczoraj dowiedziałam się, że Ciocia Irenka wymienia ni - jak mi się dotychczas zdawało - jedynie kuchenkę i zmywarkę, ale CAŁĄ KUCHNIĘ i chce WYRZUCIĆ wszystkie szafki, bo już zamówiła nowe. Oczywiście nie mogłam pozwolić na takie marnotrwastwo. Natychmiast pojechałam do niej wymierzyć wszystko co się da, przypomniałam sobie podstawy rysunku technicznego i czym prędzej zadzwoniłam do Karoliny z mieszkania, że wpadn, bo muszę zmierzyć ich (już niedługo moją) kuchnię. Mam już wstępną koncepcję ustawienia szafek, dość daleką od wszelkich zasad ergonomii ;) Ale jak się nie da inaczej, to musi być tak, jak jest. Caly wieczór myślę o tym, gdzie najlepiej byłoby ustawić stół. Ale, ale..

Okazało się, że mebli jest ZA DUŻO, a Ciocia - by uciąć koszty, chce, bym zabrała wszystkie meble, dzięki czemu facio od kuchni nie będzie musiał ich "utylizować". Wszystkie NA PEWNO mi się nie zmieszczą, więc niewiele myśląc zadzwoniłam do Kamili z radosną nowiną, że obie będziemy miały takie same meble kuchenne. Obie jesteśmy wielkimi szczęściarami, bo okazało się, że akurat w czwartek, gdy kuchnia będzie rozmontowywana, Kamila będzie w Łodzi, a jej tata będzie miał do dyspozycji wielkiego Sprintera. Mamy też wspaniałych przyjaciół, którzy pomogą nam w przeniesieniu gratów, tam gdzie trzeba! Życie jest piękne!

Pojawił się tylko mały problem - co zrobię z dwoma szafkami i jednym ciągiem poziomych szafek przez 2,5 tygodnia? Jedyny pomysł na jaki wpadłam to przechowanie ich w garażu w Sko, a sama będę parkować na podjeździe - no trudno. Dziewczyny z mieszkania nie mają warunków by to tam przetrzymać, u Kamili w nowym mieszkaniu też się cały ten burdelik nie zmieści.

środa, 17 czerwca 2009
Wirtualna kuchnia, czyli bez czego nie będę mogła gotować

Pewnie jeszcze długo nie będę Jamie Olivierem, ale gotować - jak wiecie - lubię i rozwijam swoje talenty na tym polu. Dlatego bardzo ważnym pomieszczeniem w nowym mieszkaniu będzie kuchnia. W porozumieniu z Ciocią Basią stworzyłam 3 listy rzeczy w kuchni: niezbednych, bardzo przyadatnych, a na końcu - uprzyjemniających i ułatwiających gotowanie. Niektóre przedmioty wędrowały z listy na listę, pierwszą - do zakupienia lub skombinowania okroiłam do - moim zdaniem - minimum. Tak, wiem... obiektywnie rzecz biorąc mogłabym się obyć np. bez otwieraczki do zakrętek Prexer, ale praktycznie taka wątła dziewczynka jak ja nie będzie podważać nożem wieczek, ani opukiwać słoików o blat (którego przecież nie mam), a nie mam siły by otwierać słoiki rękami. Podobnie jest z obieraczką do warzyw - owszem, mogłabym obierać warzywa nożem, ale tak bardzo tego nienawidzę, że mogłabym się zrazić do gotowania czegokolwiek z butki warzywnej. Tak więc lista jest osobista:

RZECZY NIEZBĘDNE W KUCHNI:

-- do krojenia i jedzenia:
* komplet sztuccow - 6 szt. (na 3 pary) - noze, widelce, lyzki i
lyzeczki
* nóż z piłką
* nóż ostry do mięsa
* mały nóż do warzyw

-- skorupy:
* 6 kubkow/szklanek
* 6 duzych, obiadowych talerzy
* 6 talerzy do zupy
* żaroodporne naczynie do zapiekania w piekarniku lasagne lub makaronu
(i robienia tiramisu)
* jedna duża miska do sałaty (do złapania na wyprzedaży w Home&You)
* łyżki do sałaty
* 2 małe miseczki np. na lody lub do wymieszania dressingu lub sosu

-- do gotowania:
* wazówka
* otwieracz do konserw i butelek (2 w 1)
* pomocnik do odkręcania nakrętek Prexer
* korkociąg
* drewniana łopatka do przewracania gotowanego na patelni
* tłuczek do mięsa
* obieraczka do warzyw
* sitko duże metalowe
* tortownica
* miarka do pieczenia
* koszyk na przyprawy w papierkach + koszyk na "słodkie" w papierkach:
budynie, galaretki, proszki do pieczenia etc.
* deska duża
* tarka

-- sprzęty:
* lodówka
* czajnik
* toster albo opiekacz
* mikser z nakładką blendującą

-- gary:
* duża, teflonowa patelnia z pokrywką
* 2 duże garnki (na zupę i do gotowania makaronu, ryżu etc.) z
pokrywkami
* 1 mały garnek na co dzień (lub do przygotowania sosu) z pokrywką

-- kuchenne porządki:
* pojemniki do przechowywania żywności w lodówce
* rękawiczki w rozmiarze S
* gąbki do zmywania naczyń
* "łapki" do wyciągania gorącego jedzenia

RZECZY PRZYDATNE W KUCHNI
* 6 talerzy srednich sniadaniowych
* 6 talerzy do deserów/ 6 salaterek
* druga miska do sałaty
* szczypce
* dzbanek do zimnych napojów (na co dzień - na wodę przegotowaną)
* kieliszki uniwersalne do wina
* cukiernica
* solniczka lub pojemnik na sól stojący w pobliżu kuchenki
* pojemniki na mąkę, sól, cukier, ryż, bułkę tartą, makaron, cukier
puder
* szklana lub ceramiczna łycha, na której zostawia się łyżkę lub
wazówkę w trakcie gotowania
* łopatka do krojenia sera
* podstawek do stawiania gorącego na stole
* tłuczek do ubijania mięty w mojito
* wyciskarka do czosnku
* durszlak
* shaker
* półmisek/ patera na ciasto
* deska średnia
* minutnik
* mała patelnia
* chlebak

RZECZY LADNE I WYGODNE W KUCHNI
* komplet 6 filizanek
* ładny, metalowy pojemnik na herbatę
* czajniczek do zaparzania herbaty
* blender z opcją kruszenia lodu
* łyżki do sałaty
* waga
* forma do muffinek
* foremki do ciastek
* maselniczka
* korek do wina wielokrotnego użytku
* łyżka do lodów
* radełko do pizzy
* silikonowy pędzel do smarowania
* kokilki do dressingów, zapiekania deserów i tart
* garnek do gotowania na parze
* patelnia grillowa
* wok
* ekspres do kawy

 

poniedziałek, 15 czerwca 2009
Krucjata do marketu cz.I

Byłam dziś pierwszy raz w Castoramie i w Nomi na małym remontowym rekonesansie. Jak każdy skąpiec wzięłam ze sobą notatnik i długopis by pospisywać ceny i fasony ładnych-i-potrzebnych rzeczy. Zaczęłam oczywiście od lampy, którą chyba kupię do kuchni (a po miesiącu przeklnę za osad z kurzu i tłuszczu, wszak w mieszkaniu nie ma tak luksusowego dobra, jak okap). Jest śliczna, jest różowa i niedroga. Model Cristal Lacerta:

cena 68,46 zł.

No i jest z bardzo ładnych kryształków:

 

Co prawda obejrzałam dziś bardzo ciekawy film instruktażowy z cyklu "Zrób to sam" - polecam:

www.muratordom.pl/filmy/maa-stylowa-lampka-cz1_190 polecony na forum "Wystarczająco dobra pani domu :) Więc jeszcze się zastanowię, czy nie udziergam abażura-hand-made.

 

Zrobiłam też rozeznanie w farbach. Pan-wyglądający-na-specjalistę był przemiły, przecierpliwy (wierzcie mi, niektórzy sprzedawcy wymiękają - mam we krwi dziennikarską dociekliwość) i chyba chciał umówić się na kawę, ale oczywiście skończyło się na: "ja bym wybrał z mieszalnika" :) 10 litrów białej, zwykłej farby Dekoral (już nigdy więcej Śnieżki!) kosztuje ok.35 zł, więc nie ma tragedii. Rzeczywiście, jeśli chciałabym pomalować jedną ścianę, to bardziej opłaca mi się kupić 2,5 l z mieszalnika. Póki co oglądam też różowe i fioletowe dekoracje do kuchni, co by się nieco zainspirować. Zastanawiałam się nad sznurkami z koralikami w przejściu między kuchnią a pokojem (nie ma drzwi), ale nie wiem czy po 17 minutach w nowym mieszkaniu nie zaczną mnie maksymalnie irytować - takie farfocle na drodze. Fajnie może wyglądać też coś, co ja znam jako kordon, ale w świecie funkcjonuje jako makaron tudzież spaghetti:

allegro.pl, użytkownik decorativa1

Akuart u tego sprzedawcy taki pasek z frędzlami kosztuje 79 zł, ale można znaleźć nawet o połowę tańsze - np. u sprzedawcy oknodekor .(Tak, tak, i właśnie w takich chwilach Tomek uważa, że przesadzam, bo to jest kompletny zbytek)

Jeśli nie w drzwiach to może koło łóżka? Oczywiście najpierw muszę zastanowić się jak je ustawić no i gdzie postawię obiecany parawan od koleżanki z pracy, Kamy, ale takie "włosy" robiły by fajną atmosferę w "przestrzeni sypialnej". Ot, tyle dzisiaj wrażeń.

piątek, 12 czerwca 2009
Na tropie różu

Jak to się człowiekowi przed przeprowadzką w głowie odkleja! Dziś w drodze do Rossmana, zamiast - tradycyjnie - zajrzeć do Cubusa, powędrowałam od razu do Duki - zobaczyć co w artykułach gospodarstwa domowego piszczy. Oczywiście nie planuje tam zakupów, bo polskie produkty, sprzedawane z metką DUKA są kilkukrotnie droższe niż normalnie. Wiem, co mówię, bo czasem porównuję Dukowy asortyment ze sklepem na Próchnika z gospodarstawem domowym. Ale, ale! Zajrzałam do kosza z wyprzedażami i zobaczyłam boski bieżnik z filcu w idealnie różowym kolorze, doskonale pasujący do perfekcyjnych (ale czy istniejących?) frontów szafki. Mogłabym użyć go zamiast obrusu na stole w kuchni. Był w dobrej cenie, ale nie na tyle dobrej, by kupić go, zanim odnajdę różowy mdf.

Oczywiście bieżnik podziałał mobilizująco i pojechałam - jak radził tata - do Sobieradka na Kasprzaka. Tam okrutnie niesympatyczna ekspedientka - widząc moją, jakby to delikatnie ująć, niezbyt wielką orientację w płytach i frontach - zbyła mnie hasłem: "nie ma lakierowanych!" Nawet nie dała mi się upewnić, że dobrze się zrozumiałyśmy :( Odesłała mnie na Rokicińską, ale musiałam wracać do roboty, więc nie zdążyłam tam jechać. Poza tym byłam rozżalona - przecież nie wyglądam na osobę, która umie rozróżnić OSB od MDF. Ba! Podejrzewam, że niektórzy mogliby uznać, że nie umiem pokazać na mapie świata Himalajów, więc pani powinna poświęcić mi coś niecoś uwagi. Przecież mamy kryzys.

czwartek, 11 czerwca 2009
Przyjaciółki z ośki

Spotkałam się wczoraj z moimi dwiema przyjaciółkami i opowiedziałam o planach wyprowadzkowych. Obie przyjęły wieści entuzjastycznie, bo okazuje się, że z końcem sezonu letniego zostaniemy niemal sąsiadkami. Milena mieszka jakieś 10 min. spacerkiem od mojego nowego mieszkania, a Olcia, o ile uwiną się ze swoim chłopakiem z przeprowadzką w te wakacje, będzie potrzebowała 7 minut autem, by spotkać się u mnie na pogaduszki. Mało tego, przebywająca obecnie na wygnaniu w stolicy Kamila, już w lipcu wraca do Łodzi i też przeprowadza się na Bałuty - co prawda nieco dalej, ale autobus, który jeździ spod mojego bloku zawozi mnie niemal pod jej drzwi - na wino można wpadać.

Kolejną wielką zaletą mieszkania jest przystanek nocnego autobusu tuż pod blokiem. Nie jestem dobra z tras "enek", ale myślę, że N2 to fajna linia :) Niemniej, najpierw będę musiała zobaczyć ile kosztuje taksówka z centrum, ale nie sądzę by więcej niż 15 zł. Jeśli będziemy wracać z dziewczynami razem - będzie się opłacało.

Co do samych rad, to dziewczyny mogły mi pomóc tylko "na sucho" - póki co wszystkie mieszkamy z rodzicami i żadna z nas się jeszcze nigdy nie przeprowadzała (moja przeprowadzka na wieś się nie liczy - rodzice wszystko załatwili sami). Olcia przypomniała mi tylko o nieco zapomnianej, bo wstawionej do garażu, szafce, która będzie natenczas idealna do kuchni - zmieści mi się tam wszystko. Odetchnęłam z ulgą, gdyż właśnie brak szafek w kuchni spędzał mi sen z powiek. Teraz muszę tylko pogadać z tatą o jakimś froncie, bo szafka jest otwarta. W kuchni oznacza to jeden wielki burdel i zaburzenie przestrzeni. Na szczęście tatuś-złota rączka na pewno będzie umiał zrobić szafce drzwiczki. Pomyślałam o lakierowanym mdfie, takim trochę łazienkowym w fajnym kolorze - np. jasnoróżowym albo fioletowym - tylko czy ktoś w naszym zachowawczym kraju, w którym od lat królują brązowe łazienki produkuje tak bajeczne kolory mdfów? Nie wiem, ale się dowiem!

wtorek, 09 czerwca 2009
BWD, czyli Bardzo Ważna Decyzja

Decyzję o wyprowadzce z domu podjęłam dość spontanicznie. Ale co tu się dziwić - okazja wynajęcia mieszkania tylko za opłaty nie zdarza się zbyt często.

A chęć opuszczenia rodzinnego gniazda wykazuję już od ok.2 lat. Wszystko przez zew natury moich rodziców, którzy wybudowali dom w miejscu, gdzie wrony zawracają - mówiąc ładnie (porównania o psach unikam specjalnie ;). A ja jestem zdecydowanie zwierzęciem stadnym, osiadłym w dżungli, ale wielkomiejskiej.

Tak więc kolega z pracy postanowił wynająć swoją pracownię, a ja postanowiłam skorzystać z tej atrakcyjnej oferty. I od połowy lipca będę mieszkała na 11 piętrze, z pięknym widokiem na część lasu łagiewnickiego.

Oczywiście nie mogę się doczekać, choć z drugiej strony trochę przeraża mnie wizja aranżacji własnej przestrzeni. Ten blog jest po to, bym później, za jakiś czas z rozrzewnieniem wspominała pierwsze potyczki i zmagania z mieszkaniową materią.

Kontakt:
danuu@gazeta.pl