RSS
środa, 30 grudnia 2009
Coca cola - to jest to!

Nie wszyscy wiedzą, że odkąd znamy się z Fasolką dzielimy między sobą zamiłowanie do Coca-Coli. Nasza wielka fascynacja korporacyjnym napojem nie zmniejsza się - wręcz przeciwnie - pogłębia! W docelowym mieszkaniu marzy mi (nam ;) się oldchoolowy plakat reklamujący najpyszniejsze picie świata. To dziwne, bo nie jestem wielką fanką takich vintage plakatów, ale te są superanckie :)

Np. taki - przedstawiający mnie i Fasolkę pochylonych nad 'napojem Bogów':

coca-cola stary plakat

Albo z takimi dwoma laluniami:

coca-cola stary plakat

Ten jest chyba kapitalistyczną odpowiedzią na nasze "Wróg nas kusi coca-colą":

coca-cola fabryka

Ten dobrze wyglądałby na drzwiach od kuchni - najlepiej na metalowej tabliczce :)

tabliczka coca-cola

No i kultowe hasło w pewnych kręgach: "Rodzice wyjechali, coca-cola do obiadu" ;-)

coca-cola plakat

Wszystkie zdjęcia plakatów pochodzą ze strony posters.com, gdzie można je nabyć drogą kupna.

Enjoy!

wtorek, 29 grudnia 2009
Sylwestrowy szał ciał

Tak jakoś wyszło, że w tym roku znów jesteśmy z Fasolką organizatorami Sylwestrowej bibki. Tak, tak - sąsiadka o niczym nie wie i zapewne wezwie policję, ale ja jestem zapobiegawcza. Po pierwsze:

1. Mam nr komórki do komendanta z mojego komisariatu, z adnotacją: "Proszę do mnie dzwonić, jak tylko będzie się coś działo" :)

2. Dzwoniłam na policję z pytaniem jak to jest z tym Sylwestrem - dowiedziałam się, że w dniu, w którym nowy rok świętuje cały świat obowiązuje prawo zwyczajowe - nie ma ciszy nocnej, można się bawić i argument "tupią mi nad głową" do policji nie trafi. Oczywiście nie oznacza to, że możemy biegać nago po klatce lub wymiotować na pelargonie na balkonie piętro niżej, ale bawić się możemy! Jupi!

Jak zwykle nastąpiło cudowne rozmnożenie chętnych na Sylwestra i wyszło nam ok.16 osób :/ Chyba wzorem mojej koleżanki kupię plastikowe naczynia, bo nie wyobrażam sobie takiego zmywania. Ba! Nie mam tyle "skorup".

Do jedzenia planuję zrobić zupę cebulową-krem, chilli con carne z ryżem, a na deser - ciasto marchewkowe z kremem twarogowym z przepisu teściowej mojej siostry. Resztę - przyniosą goście :) Nie ukrywam, że liczę na zimne i ciepłe przekąski. Olcia zaoferowała się z chińszczyzną - super, będzie do ryżu dla tych, którzy nie polubią chilli con carne (będą tacy?! ;-) ).

Strój też już w zasadzie mam :) JUPI! nic tylko chłodzę szampana!

 

środa, 23 grudnia 2009
Zakochana we własnej choince

Oto historyczny moment: nasza pierwsza w 100 proc. własna choinka :) Wspólnie, w wielkich bólach ją wybraliśmy, uzgodniliśmy koncepcję (ach, te modne fiolety), kupiliśmy bombki i lampki (robiąc przy okazji deal życia ;), zrobiliśmy pozostałe dekoracje (w tym oldschoolowe gwiazdki 3D oraz srebrną gwiazdę z fizeliny, na czubku), pojechaliśmy po wstążki do hurtowni (bo sama zrobiłam też kokardy). I oto jest! A ja nie mogę przestać się na nią gapić :)

choinka

Choinka na Bałuciaku - 50 zł

bombki duże - 13 szt. - 11,50 zł

bombki małe - 7 szt. - 6 zł

wstążka z juty - 4 zł za 10m

wstążka srebrna ozdobna - 6 zł za 10 m

lampki choinkowe - 2x 12 zł

stanąć przed pierwszą własną choinką i poczuć dumę - bezcenne.

Mówię to ja - posiadaczka Visy ;)

choinka zbliżenie detale

sobota, 19 grudnia 2009
Atak misiów...

... na lodówkę! Wiedzą, że jest pełna świątecznych (i nie tylko) pyszności :)

lodówka LG misie

poniedziałek, 14 grudnia 2009
Gadżet dnia

Kontynuując wątek filmowy, dziś proponuję zegar dla prawdziwego kinomaniaka:

zegar Pylones, watch

Widziałabym go w swoim pokoju :)

kosztuje 150 dolarów i można go kupić w sklepie http://www.pylones-usa.com

sobota, 12 grudnia 2009
Happy Hanukkah!

Obchodzimy :) Kulinarnie!

placki ziemniaczane

Smacznego!

wtorek, 08 grudnia 2009
Podpatrzone

Dzisiejszy obiad był absolutnie przepyszny! Po tygodniu szaleństwa związanego z Festiwalem, dziś wreszcie zajrzałam do lodówki, odkopałam żywność, której kończy się termin przydatności i postanowiłam coś ugotować.

W szalonym tygodniu festiwalowym poszliśmy z Fasolką do pobliskiej restauracji-bistro, które powstało całkiem niedawno, w miejscu, gdzie to JA planowałam otworzyć knajpę, czyli na Rewolucji przy wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym. W La Vende, bo o niej mowa, zamówiłam pierś z kurczaka z papryką, cebulą i mozarellą - była dość smaczna. Fasolka nie miał tyle szczęścia i jego placek z kurczakiem, czyli zwykła tortilla z sałatą, kurczakiem, oliwkami i pomidorem, nawet nie była posolona. Wnętrze? Super! Jedzenie? Bywało lepsze. Nawet w Gęsim Puchu, drugiej restauracji właścicieli La Vende.

Ale, do rzeczy. W ramach rekompensaty Fasolkowego niedobrego jedzenia postanowiłam zrobić moje danie w warunkach domowych. Po raz pierwszy kupiłam panierkę w torebce (dotychczas uważałam to za zbędne i w dodatku niezdrowe widzi-mi-się) i to był strzał w dziesiątkę! Rozbiłam pierś z kurczaka, w międzyczasie pokroiłam cebulę w piórka i paprykę w paseczki i wrzuciłam na patelnię. Kurczaka w panierce KAMIS usmażyłam na jednej patelni, na drugiej - warzywa. Pokroiłam też mini-mozarellę (to właśnie ona mogła się zepsuć) i przełożyłam wszystko do naczynia żaroodpornego. Wyglądało to tak:

pierś z kurczaka z papryką i cebulą

I wrzuciłam do piekarnika. Nie potrafię powiedzieć na jak długo, bo w kuchni wyznają zasadę "na oko", ale czekałam aż ser stopnieje. Całość prezentowała się tak:

pierś z kurczaka z papryką i cebulą

Określenie "wyborne" nie odda w pełni walorów tego dania! Nie wiem, dlaczego wyszło mi aż tak przepyszne, zwłaszcza, że jadłam je już w odsłonie restauracyjnej. Może to dobra pierś z kurczaka od prawdziwego rzeźnika, a nie z marketu, dobra papryka i cebula z ogrodu.

Tak więc po raz kolejny przekonałam się, że warto podpatrywać restauracyjne przepisy i udoskonalać je po swojemu!

 

Kontakt:
danuu@gazeta.pl