RSS
sobota, 13 listopada 2010
Jesienne wieczory w domu

No i okazało się, że zdrowie już nie to, cholerna infekcja trzyma mnie już drugi tydzień! A muszę się szybko wykurować, bo w czwartek spędzę bardzo dużo czasu w podróży.

Kuruję się, więc siedzę w domu. Nosi mnie już, bo omijają mnie znakomite jesienno-dekadenckie rozmowy o życiu (mam taką chrypę, że żaden ze mnie kompan do rozmów), uroczyste spotkania i szalone urodziny.

Ale siedzenie w domu ma też swoje zalety. Powstają dwudaniowe obiady - pożywne zupy i zdrowe drugie dania, w miarę ogarniam kwestie porządkowe no i nadrabiam zaległości książkowe. Jest też chwila na małe słabości. Ostatnio np. takie:

Wawel Żurawinowa

A oto plan kulturalny na początek nowego sezonu:

KSIĄŻKI:

* A. Bart Rien Ne Va Plus

* J. Głowacki Good Night Dżerzi

* M. Samozwaniec Z pamiętnika niemłodej mężatki

* J. Child Moje życie we Francji

* E. Mendoza Brak wiadomości od Gurba

* A. Osiecka, J. Przybora Listy na wyczerpanym papierze

* Wł. Reymont Ziemia obiecana

* T. Chevalier Dama z jednorożcem

FILMY:

* Matka Teresa od kotów

* Chrzest

* Essential Killing

* Moja krew

* Różyczka

* Wszystko, co kocham

* Skrzydlate świnie --> Super! Polecam :) Zwłaszcza ze względu na obsadę :)

* The Social Network

* Bazyl, człowiek z kulą w głowie

* Wyjście przez sklep z pamiątkami

* Jedz, módl się i kochaj (nie można się ciągle aż tak dołować ;P) --> ALE NUDAAAA!!!

* Jestem miłością

* Stosunki międzymiastowe --> Niby komedia i to w dodatku romantyczna, ale nie przesłodzona do zarzygania. Fajna opowieść, niby banalna, można nie zgadzać się z zakończeniem, ale na długi zimowy wieczór - jak najbardziej tak!

* Nie oglądaj się

 

 

 


poniedziałek, 08 listopada 2010
U progu zimy

Szukanie wymówek ćwiczę od głębokiej postawówki. Ale teraz jestem duża i może nie muszę się już ze wszystkiego tłumaczyć? Nie piszę, bo nie mogę się zalogować z domu :( Nie to, że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie, dzieje i to nie mało: szaleństwa towarzyskie, urodziny na 25 osób, wakacje za 10 dni, telewizja, obowiązki pracowe, gotowanie i to takie, że aż okulary parują od tempa i temperatury.

Ostatnio też choruję - gil do pasa, ciężka głowa i zdarty głos: oto ja od czwartku.

Właśnie w chorobie najbardziej tęsknię za maminym rosołem przyniesionym do łóżka, który ZAWSZE pomaga! W dorosłym życiu trzeba łyknąć lek z dużą dawką paracetamolu i zastanowić się, co będzie na kolację. Przecież pizza na chorobę nie pomoże! Zresztą, czy ktoś ma ochotę na pizzę, leżąc z łóżku? To przecież włoskie danie, przynajmniej mnie kojarzące z zabawą, rozrywką i znakomitym towarzystwem.

Na urodziny od Michała-podróżnika-pana-od-obiektywów dostałam zestaw do sushi. Bardzo ucieszylam się kiedy wielki sceptyk sushi - Fasolka, wyraził zainteresowanie zarówno zestawem, jak i koncepcją domowego sushi. Już dawno darowałam sobie namawianie go na rzeczy, do których on stoi - nomen omen - okoniem, na szczęście nie brak ludzi, z którymi mogę pójść na sushi :)

No ale! Skoro nieśmiale zapytał, czy zrobię w domu sushi, kupił wszystko, co trzeba, no to zrobiłam wywiad wśród znajomych sushi-makerów, poczytałam w internecie, i zrobiłam! Home-made sushi!!!

domowe sushi

Od lewej: california roll dla niezaawansowanych.

maki z łososiem

maki chicken teriyaki - to szczególnie dla Fasolki co jest bardziej kurczakowa niż rybna

 

Kontakt:
danuu@gazeta.pl