RSS
poniedziałek, 10 stycznia 2011
10.01.2011 - zapamiętam tę datę!

Dziś rano obudziliśmy się w być-może-naszym-przyszłym mieszkaniu. Właściciel zgodził się, byśmy przez tydzień tam pomieszkali i sprawdzili, jak nam się podoba.

Oczywiście, że mam masę wątpliwości, bo to jednak bardzo poważna decyzja i zastanawiam się, czy to mieszkanie jest inwestycją, czy może workiem bez dna, czy na pewno chcę to zrobić itp. Ale z drugiej strony myślę, żeby nie panikować, że wiele osób jest w takiej samej sytuacji (kredyt!), a nawet i w gorszej.

Pewnie będę pisać więcej w najbliższym czasie o przygodach z kupnem, a później z remontem mieszkania.

Życzę sobie powodzenia i cieszę się, że jedno z postanowień noworocznych lada moment wejdzie w fazę realizacji!

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Moje hity 2010

Wszyscy robią podsumowania, zrobię i ja ;) Nie zamierzam robić (przynajmniej tutaj), jakiegoś osobistego rachunku sumienia, ale napiszę, co ciekawego zdarzyło się w mijającym roku. Oto co:

* Otwarcie sklepu TK MAXX w Łodzi. Mimo że polski „Tikej” niestety znacząco odbiega od swojego brytyjskiego brata (nie mówiąc już o amerykańskim odpowiedniku - TJ MAXXie), zarówno pod względem asortymentu, jak i cen, to i tak otwarcie tego sklepu uważam za przełom. Przez ten niemal rok kupiłam tam raptem jedną sukienkę i dwie pary butów i... całą masę produktów dla domu. M.in. ten stolik, niedługo po otwarciu. Kupiłam też znakomite niemieckie garnki, w których naprawdę dużo łatwiej się gotuje - bezgrudowy beszamel czy nieprzypalone gołąbki to od tego czasu moje popisowe dania ;) Zyskała też kuchnia mojej mamy - w „Tikeju” można niekiedy dostać jej ulubioną zastawę Portmeirion Botanic Garden, są też garnki i naczynia LeCreuset, w o wiele przystępniejszych cenach, niż np. w sklepach internetowych. Sporo jest ładnych dekoracji, czegoś innego niż tradycyjna Ikea, Duka czy Home&You.

* Moja jednorazowa przygoda z telewizją i debiut w pisaniu o gotowaniu i jedzeniu.

* Wyjazd i zakupy w USA. Pomysł szalony, realizacja - wspaniała. Niemalże wymieniłam garderobę, kupiłam kilka gadżetów domowych i przywiozłam sporo wnętrzarskich inspiracji. Kupiłam m.in. piękną obieraczkę do warzyw w jedynym słusznym kolorze, a od cioci dostałam podobno-najlepszą-łyżkę-do-lodów.

zyliss łyżka do lodów

* Magazyny o gotowaniu. A konkretnie „Food & Friends”, utrzymany w stylistyce skandynawskiej i nasz rodzimy ( i to bardzo rodzimy ;) magazyn „Palce lizać”. Pierwszy zachwyca finezją przepisów, piękną szatą graficzną, ciekawymi tekstami o kulinarnym hajlajfie. Drugi, o wiele bardziej swojski, ma fajne przepisy do wypróbowania w domu bez większego trudu, a także przedstawia sylwetki polskich kulinarnych osobowości. To magazyn „Palce lizać” przybliżył mi postać Adama Chrząstowskiego, szefa kuchni krakowskiej restauracji Ancora, bloggera i prowadzącego program „Adam po pracy” w Kuchnia.tv.

Food & Friends

* VoD, czyli video na życzenie. Oglądamy legalnie nasze ulubiony programy w TV, trochę dokumentów, a nawet pełnometrażówki. Super sprawa, szczególnie w dobie, gdy coraz więcej osób świadomie rezygnuje z posiadania telewizora w domu. My nie jesteśmy antytelewizorowymi radykałami i lubimy do śniadania lub obiadu obejrzeć np. „Kuchenne rewolucje” albo „Legendy PRL-u” (kocham się w prowadzącym ;)). Na pewno nie kupimy w najbliższym czasie telewizora, a w nie najbliższym może się przydać tylko w połączeniu z konsolą typu Sony Move. Ale to na pewno w „nie najbliższym czasie”.

* Kuchenne odkrycie roku - trzepaczka. Bardzo długo nie doceniałam tego arcyprostego narzędzia kuchennego. Rzeczywiście najlepiej rozrabia wszelkie sosy, kremy i dressingi. Kocham i od kilkumiesięcy używam namiętnie i niemalże codziennie.

Mam nadzieję, że 2011 będzie udany choćby w takim samym stopniu, jak 2010.

Szczęśliwości!

 

 

Kontakt:
danuu@gazeta.pl