RSS
czwartek, 28 stycznia 2010
Zimą zamarza nawet blox

Nową notkę próbuję dodać już gdzieś od tygodnia i bardzo, bardzo wkurzam się na blox.

Ostatnio mogę obserwować Bałuckie Obrazki Zimowe - odśnieżanie (sama wożę łopatę o pamiętnej soboty), ładowanie akumulatora od taksówkarza lub uczynnego sąsiada (Odpalaj! Teraz! Odpalaj! Jeszcze!), bezdomni na klatkach - w sobotę wyszłam po zakupy i na moim półpiętrze zobaczyłam napoczęte opakowanie krojonego pieczywa. Chyba jakiś bezdomny miał tam śniadanie, bo po chwili zobaczyłam jeszcze opakowanie po parówkach. Wyniosłam chleb na dół i położyłam na ławce. Po 15 minutach, gdy wracałam z mięsnego już go nie było.

A tak poza zimą to mam mieszkaniową depresję. Wczoraj przyszedł bardzo niepokojący rachunek za prąd i jestem antymieszkaniowa, jeśli chodzi o nasze obecne lokum.

Prawie finalizowaliśmy mieszkanie-idealne, ale ubiegła nas jakaś paniusia z Warszawy. Więc smutno mi, jak głęboki jest Rów Mariański.

Ogólnie jestem na wielkie NIE i nawet nie gotuję specjalnie.

Fasolka oczywiście mnie pociesza, ale to nie zmienia faktu miliardowej deprechy :(

 

poniedziałek, 11 stycznia 2010
MacLove

Kocham swój komputer - to żaden news. Polecam go każdemu, kto pyta, jak mi się na MacBooku pracuje.

Wczoraj Ola Kwaśniewska w swojej radiowej audycji opowiadała o nowych naklejkach na MacBooki. Sprawdziłam i potwierdzam - są boskie.

naklejka na MacBook

Pac Mac

Mac Book z Karaibów

I mój absolutny numer 1: SnowMacWhite :D

Snow White MacBook

Wszystkie naklejki można kupić na Etsy.com. Kosztują kilkanaście dolarów za sztukę.

niedziela, 10 stycznia 2010
Nienawidzę zimy!!!!!

Leżę opatulona w dwa koce i przeklinam zimę. Za oknem słyszę sąsiadów skrobiących albo przegazowujących swoje auta podczas prób opuszczenia parkingu.

Wczorajsze przedpołudnie upłynęło na śnieżnych frustracjach - mieliśmy jechać do moich rodziców na bardzo-ważną-naradę. Fasolka wracając z pracy zadzwonił, że będzie czekał na dole. Ponieważ jeszcze się nie ogarnęłam, poprosiłam, żeby wszedł na górę. Po chwili zadzwonił, że potrzebuje mojej pomocy, bo zakopał się na parkingu. To nie była cienka warstwa śniegu - to były hałdy!!!! próbowaliśmy wypchnąć samochód- niestety nie udało się. Zablokowaliśmy cały parking, pewnie sąsiedzi przestaną z nami gadać. W końcu uznaliśmy, że bez łopaty ani rusz. Pobiegłam na stację - nie można było kupić, ale miłe panie okazały empatię i pożyczyły mi dwie łopaty do odśnieżania. Zaczęliśmy wydobywać śnieg spod kół - oboje zmarznięci, wkurzeni i głodni. Po chwili usłyszeliśmy trzask łamanej łopaty - czy coś gorszego mogło się stać?

Oczywiście - gdy podjęliśmy decyzję o wzięciu mojego samochodu - okazało się, że jest on przykryty półcentymetrową warstwą lodu. AAAA!!! Fasolka zaczął ją skuwać, a ja odśnieżałam nawianą hałdę śniegu (do kolana!) która skrzętnie odgrodziła mój samochód, od tego, czym na codzień nazywamy drogą parkingową.

Potem jeszcze byliśmy świadkami filmowej stłuczki - na szczęście nic się nikomu nie stało, bo prędkości były minimalne, ale naprawdę wystarczy ułamek sekundy, by doszło do kolizji.

Wieczorem umówiłam się z Asią do teatru - postanowiłam zaparkować auto na parkingu strzeżonym, bo naiwnie myślałam, że ktoś go odśnieżył. Wyjeżdżając oczywiście się zakopałam. Na szczęście, zaopatrzona w nowonabytą łopatę zaczęłam odśnieżać.  Nieźle się wkurzyłam, że parkingowy nie ruszył tłustego zada i nie pomógł mi przy tym - wszak zapłaciłam za parkowanie, a do tego musiałam jeszcze odśnieżać. W końcu przyszedł i powitał mnie hasłem: "Coś chyba słaby kierowca, skoro nie potrafi wyjechać?" To oczywiście zadziałało na mnie jak płachta na byka!! Dobitnie odpowiedziałam:

- Jestem bardzo dobrym kierowcą, zresztą to nie pańska sprawa, jak jeżdżę. Pan powinien skoncentrować się na odśnieżeniu tego parkingu.

- No zima jest, to jest i śnieg.

- Tak, tylko że nie po to przyjeżdżam na strzeżony parking, żeby zakopać się w śniegu do kolana. Jakbym chciała sobie pojeździć po zaspach, to bym zaparkowała na ulicy.

- Panienko, proszę zmienić ton, bo jak nie to, załatwię to tak, że parkuje tu pani pierwszy i ostatni raz.

- <Tu prawie zdzieliłam go moją łopatą po łbie> Zapewniam pana, że z pewnością jestem tu pierwszy i ostatni raz!!

Wsiadłam i odjechałam niemal tak wściekła, jak podczas ostatnich historii w pracy.

Wróciłam do domu i przeklnęłam 'loftowy' charakter naszego pokoju, w którym wiatr hulał jak na otwartej łące.

Niestety również w kuchni wieje przez te beznadziejne stare okna.

Ogólnie - syf z gilem z tą zimą :(

 

 

wtorek, 05 stycznia 2010
Pies na gazety

Dyskusję o posiadaniu bądź nieposiadaniu psa w naszym domu można podpiąć do sporów znajdujących się w koszu z napisem: "wanna czy prysznic". Fasolka mówi, że nie wyobraża sobie długodystansowego życia bez psa - ja nie wyobrażam sobie wychodzenia z nim po nocy lub o świcie itd.

Znalazłam dziś psa idealnego. No po prostu - nie ma wad!

pies na gazety

Bo to pies na gazety jest.

Można go kupić w sklepie http://e-shop.fafarafa.pl i kosztuje 289 zł.

Aha, sprawy mieszkaniowe powoli się krystalizują :) Być może dziś dzięki Dorotce poznałam telefonicznie swojego przyszłego sąsiada, ale na razie ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii.....

Kontakt:
danuu@gazeta.pl